Demokracja w hejcie?
Obniżenie jakości języka debaty publicznej i zaniżenie standardów sprawowania władzy nie są źródłem problemu, lecz efektem zaniedbań. Także legislacyjnych
S posób prowadzenia dyskursu publicznego jest zwierciadłem dojrzałego systemu demokratycznego. W szczególności tego, który jest realizowany w ramach państwa prawnego z uwzględnieniem zasad sprawiedliwości społecznej (por. art. 2 Konstytucji RP). Granice tolerancji dla chwytów retorycznych i pozaretorycznych można przesuwać w zależności od realizowanej polityki. Jak zauważa Anna Dymna, „demokracja doprowadziła do tego, że za szybko wypowiadamy różne słowa, często złe”. Ogólnoświatową tendencją jest zaś dzisiaj nieumiejętność korzystania z narzędzi demokratycznych.
Jednym z takich narzędzi sprawowania rządów demokratycznych jest deliberacja. Niestety w momencie, gdy ma ona marginalne znaczenie dla procesu ustawodawczego (czy też szerzej – decyzyjnego), społeczeństwo obywatelskie (nawet mocno ugruntowane) nie chce korzystać z możliwości udziału w życiu publicznym. Polski ustawodawca konstytucyjny ma w tym względzie wiele na sumieniu. Bardzo ograniczona rola referendum ogólnokrajowego (wyłączenie możliwości inicjowania go przez obywateli), doprowadzenie do sytuacji, gdy ustawodawcza inicjatywa obywatelska może stracić swój pierwotny kształt wskutek działania parlamentu (i bez możliwości reakcji ze strony zgłaszających ją obywateli), a także brak rozwiniętych narzędzi partycypacji obywatelskiej umożliwiających udział w sprawowaniu władzy publicznej – to tylko niektóre z zaniedbań, które w efekcie wpływają na nieugruntowanie postaw demokratycznych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.