Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nostalgia po końcu świata

Nostalgia po końcu świata
27 kwietnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 21 minut

Doceniając millenarystyczne wizjonerstwo „Matrixa”, wybieram jednak zardzewiałego robota WALL-E’ego, nieuleczalnie czułostkowego i sentymentalnego zbieracza śmieci pozostawionych przez ludzkość na zdewastowanej Ziemi

Jest rok 1468 w południowo-zachodniej Anglii. Pewien ksiądz, młody i niedoświadczony, przybywa do odległej wioski, w której zmarł stary proboszcz. Ksiądz ma za zadanie dopilnować pogrzebu i z ramienia lokalnego biskupa wybadać sprawę. Śmierć nawiedziła starego w podejrzanych okolicznościach, a ponadto miał on dziwne hobby – zajmował się amatorsko archeologią, włócząc się po okalających wioskę wzgórzach i wygrzebując z ziemi rozmaite artefakty. Tego rodzaju zbieractwo zostało zakazane przez Kościół, podobnie jak posiadanie heretyckich ksiąg, które proboszcz trzymał w swojej biblioteczce.

Oto fabularne otwarcie „Drugiego snu” (przeł. Robert Szulc, Albatros 2020), powieści Brytyjczyka Roberta Harrisa – autora m.in. zekranizowanych przez Romana Polańskiego książek „Autor widmo” (we wcześniejszych wydaniach: „Ghostwriter”) oraz „Oficer i szpieg”. Harris to wysokiej klasy specjalista od testowania różnych odmian literatury popularnej. Próbował już choćby prozy osadzonej w historii kontrfaktycznej („Vaterland”), kryminału rozgrywającego się w rzymskiej starożytności (trylogia: „Cycero”, „Spisek”, „Dyktator”), technothrillera („Indeks strachu”) czy postzimnowojennego political fiction („Archangielsk”). Ale dorzuca też coś od siebie – swoisty sznyt pisarskiej elegancji i niechęć do chodzenia utartymi ścieżkami. Te cechy szybko dają o sobie znać w „Drugim śnie”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.