Dziedziczne szczęście
D laczego dzieci majętnych rodziców często same są bogatsze? Obserwowany wzrost nierówności majątkowych w połączeniu ze śmiercią amerykańskiego snu (od pucybuta do milionera) sprawił, że coraz więcej badaczy zajmuje się tym tematem. Badania ogniskują się wokół sporu, czy istotniejsze są geny, czy też wychowanie (nature versus nurture)? Odpowiedź na to pytanie niesie silne reperkusje dla skuteczności polityk społecznych. Bo jeśli za międzypokoleniową korelacją majątków stoją geny, to nawet najsprytniejszy plan wyrównywania szans niewiele da. Jeżeli zaś to sprawa wychowania, działań podejmowanych przez rodziców, warunki ekonomiczne i polityka rządu mogą coś zmienić.
Klasyczny model akumulacji bogactwa wskazuje na cztery czynniki kluczowe dla naszej majętności. To po pierwsze – umiejętności, które determinują potencjał zarobkowy. Po drugie – cierpliwość, która wpływa na to, ile z tego, co zarobimy, przeznaczymy na konsumpcję, a ile zaoszczędzimy. Ponadto Lena Lindahl z Uniwersytetu Sztokholmskiego wykazała, że im dana osoba cierpliwsza, tym więcej zainwestuje we własny kapitał ludzki i umiejętności, a więc średnio więcej zarobi. Po trzecie – awersja do ryzyka; od tej cechy zależy wyzwanie finansowe, które jesteśmy skłonni podjąć, a więc i oczekiwana stopa zwrotu. Po czwarte – bezpośrednie transfery majątku, czyli dziedziczenie i prezenty od rodziców. Na każdy z tych czynników wpływ ma to, jacy się urodziliśmy (nasze geny), ale też to, w jakiej rodzinie dane nam było poznawać świat oraz ile w nas zainwestowano (wychowanie). Rozstrzygnięcie sporu, który z tych kanałów jest ważniejszy, nie jest łatwym zadaniem. Problem w tym, że rodzice przekazujący dobre geny zazwyczaj dobrze także wychowują pociechy. Nie ma więc jak wyłuskać pojedynczych mechanizmów, bo wszystko dzieje się jednocześnie. W idealnym dla naukowca świecie jeden z tych mechanizmów moglibyśmy wyłączyć – na dodatek w sposób losowy oraz reprezentatywny dla populacji. W ramach eksperymentu moglibyśmy na przykład przydzielić losowo dzieci rodzicom, zrywając tym samym mechanizm związany z dziedziczeniem na podstawie wspólnych genów.
Bardzo bliski takiego naturalnego eksperymentu był proces adopcji koreańskich maluchów przez norweskich rodziców w latach 1965–1985. O dobraniu dzieci oraz rodziców decydowała kolejność zgłoszeń; nikt nie pytał o preferencje co do pochodzenia dziecka i rodziny adopcyjnej. Na dodatek Norwegowie dysponują danymi administracyjnymi, które pozwalają prześledzić majątek adoptowanych maluchów, ich adopcyjnych rodziców i rodzeństwa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.