Polska wydała na ciebie wyrok
P owieść zaangażowana ma angażować. Co zrobić z ostatnią powieścią Andrzeja Horubały? Kolejny sequel „Wesela”, dzieła niestandardowego, zarazem wybitnego i zaangażowanego alla polacca: miłość do Ojczyzny i nic, tylko się pochlastać. Daj Bóg każdemu pisarską sprawność Horubały – chociaż Wyspiański pisał lepiej – ale skoro autor tworzy powieść zaangażowaną, to liczy się przede wszystkim efekt na skali emocji. Wnerwiła ta jego „Wdowa smoleńska albo niefart” (Wydawnictwo Nowej Konfederacji, 2021)? Nie wnerwiła?
Napisana jest na pewno znacznie ciekawiej niż debiutancki (i też zaangażowany) „Farciarz”, sprawniej niż demaskatorska „Dolina nicości” Bronisława Wildsteina, a prawie tak fajnie, jak szydercza „Ale z naszymi umarłymi” Jacka Dehnela. Dehnel z wyczuwalną przyjemnością walił w mitologię nienawistnego mu prawicowego podwórka. Wildstein z zapałem demaskował wrogów. Horubała, jakby zwariował, bo demaskuje przyjaciół i szydzi z bajek własnego środowiska: „Smoleńsk”, „mąż stanu Lech Kaczyński”, „nowe elity”. Już sam tytuł przynależy do rodziny tych, by tak rzec, czerskich, a nie nowogrodzkich. A to przecież nasz prawicowy Andrzej tak napisał, ten od „Brulionu”, „Pampersów” i „Do Rzeczy”. Ten, który porzucił „Do Rzeczy”, kiedy zablokowano mu próbę krytyki Ziemkiewicza za rzucone z gracją „parchy”. Jeden podnosił poziom pisma, drugi podnosił poziom sprzedaży, o czym tu mówić.
Powieściowy „Andrzej” właśnie wywala się z „Do Rzeczy”. „Andrzej”, neurotyczny i ciężki do wytrzymania katolik w płaszczu ekshibicjonisty, dokonuje autodekapitacji, ale nic a nic ze swojej prawicowości zgubić nie chce. Nie będzie drugim Cezarym Michalskim. Jemu się ciągle marzy zbudowana przez uczciwą prawicę Polska dobra jak… nie wiem, chyba dobra jak chleb. Prawicowa Polska lubiąca ludzi, roztropna w działaniach, z hipokryzją jako przyprawą, nie specjalnością zakładu. Ciągniemy się z autorem przez kolejne strony tego niby-dziennika, być może czytanego, a może jednak nieczytanego (zagadka), przez niepowołane oczy, czyli oczy „Poli”, smoleńskiej piękności z prawicowego świecznika. I wcale nie wchodzimy w żadną tam powieść, w żaden tam udawany dziennik literackiego alter ego. Książka zaczyna w końcu palić w ręce, kiedy zrozumiemy, że czytamy realne wyznanie prawdziwego Horubały: rozpadam się.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.