Spokojna, bezbożna samotność
Odrzuciwszy fetysze cywilizacyjnej krucjaty i fałszywego mesjanizmu, zostaniesz sam. A mimo to masz być wiernym zasadom, reagować intuicyjnie, ale właściwie – chociaż, być może, jesteś niczym, a świat po prostu istnieje, zmienny i nieprzewidywalny
Ateizm to szczególne pojęcie. Jako opcja światopoglądowa – przynajmniej w Polsce – ma w sobie coś z coming outu, a zarazem: coś z demonstracyjnego aktu opuszczenia wspólnoty, mniejsza, że iluzorycznej. Ateizm często pojawia się w ustach rządzącej prawicy i kapłanów Kościoła katolickiego jako oskarżycielski epitet pod adresem tych, którzy nie popierają lokalnego sojuszu tronu i ołtarza, kwestionują prawo państwa do narzucania społeczeństwu religijnych norm – w tym rozumieniu ateista to po prostu człowiek niemoralny, przesiąknięty miazmatami zachodniej „cywilizacji śmierci”, sprowadzony na złą drogę, ale ów człowiek jest też, naturalnie, zbłąkaną owieczką.
Jednakże w kraju, w którym co i rusz wybuchają afery pedofilskie z udziałem księży, a jednocześnie minister edukacji stwierdza z powagą, że najlepszym źródłem wiedzy o ludzkiej seksualności są dzieła Jana Pawła II, ateizm, przynajmniej deklaratywny, może być przejawem kontrkulturowego buntu. A także próbą zaaplikowania sobie duchowej terapii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.