Ekscentryczna historia kultury, czyli o tym, co można zrobić z książką
Czytanie – i oglądanie – „Biblioteki szaleńca” ma jedną wadę: kończy się. To tylko 250 stron, do przegryzienia się przez jedno popołudnie. Ale będzie to miłe popołudnie
Anglik Edward Brooke-Hitching pisze specyficzne książki – książki o innych książkach. Oddaje się w nich pasji gromadzenia informacji, nazwijmy to, dziwnych i ekscentrycznych. Owszem, ludzi hobbystycznie kolekcjonujących wiedzę ciekawą, choć marginalną, jest wielu, niemniej rzadko kiedy udaje się takie zbieractwo praktykować zawodowo. Ale Brooke-Hitching miał ku temu rodzinne predyspozycje: „Właśnie skończyłem roczek, kiedy ojciec pierwszy raz użył mnie jako paletki do licytacji. Gdy ma się antykwariusza za rodzica, dom to konstrukcja z książek – dosłownie i w przenośni” – wspomina.
W poszukiwaniu jakiegoś lapidarnego podsumowania tego pisarstwa zwróćmy się ku opinii ogłoszonej w 2015 r. przez brytyjskiego krytyka po tym, jak przeczytał debiutancką pozycję w dorobku Brooke’a-Hitchinga: „Fox Tossing, Octopus Wrestling and Other Forgotten Sports” („Rzut lisem, zapasy z ośmiornicą oraz inne zapomniane sporty”, niestety nie ukazała się po polsku). Krytyk ujął rzecz następująco: „Książka taka jak ta, będąca wynikiem niezwykle wytężonego myszkowania w zakamarkach bibliotecznych regałów, nie ma żadnego pilnego powodu, by istnieć, ale cieszę się, że istnieje. To właśnie jej bezcelowość sprawia, że jest nam przyjemnie”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.