Ona tego nie chwyta [OPINIA]
Z osobami popularnymi, najlepiej z dobrze ocenianym dorobkiem społecznikowskim, ale nienależącymi do żadnej partii, liderzy partyjni flirtują bardzo chętnie. Do czasu. Na koniec rzeczywistość mówi „sprawdzam” i nie da się dłużej udawać, że DNA partii politycznej to dawanie możliwości działania tym, którzy oliwią jej tryby. Więc trzeba wybrać: stanąć w jednym szeregu albo zostać wyautowanym.
W naszym systemie partyjnym, w którym wszystkie nitki dzierżą wodzowie, sama przynależność do partii nie jest glejtem ochronnym, partia nie uratuje… Ale często pozwala się przechować u kumpli świadomych, że fortuna kołem się toczy. Kiedy jesteś ważną osobą, najlepiej pozyskaną osobiście przez lidera, wśród miłych słów o niezależności i partnerstwie, osobą patrzącą z wyższością na partyjnych wyrobników i polityczną biurokrację, wystarcza jeden wodzowski ruch małego palca, by zniknąć ze sceny. Puf.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.