Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czeka nas nowy ład. Wojna w Ukrainie może przesunąć mentalną granicę Zachodu w kierunku Dniepru

Unia Europejska Ukraina Rosja Unia Europejska Rosja Ukraina Unia Europejska
<p>Kijów może zostać wysuniętą marchią Zachodu na nowej linii frontu</p>Shutterstock
2 października 2022

Po wojnie w Ukrainie geopolityczna granica Zachodu przesunie się na wschód. Czas pokaże, czy Warszawa i Kijów będą umiały skorzystać z okazji i zmienić się w nowy Paryż i Berlin.

Latem 1989 r. Francis Fukuyama opublikował na łamach „National Interest” swój słynny esej „Koniec historii?”, który przez dwie dekady wywierał głęboki wpływ na mentalność zachodnich elit. Mimo zamachów z 11 września idea ostatecznego zwycięstwa liberalnego globalizmu była żywa co najmniej do kryzysu finansowego z 2008 r. Dziś jednak wydaje się jasne, że rosyjska agresja na Ukrainę kładzie kres względnie stabilnej pozimnowojennej rzeczywistości i oznacza bezdyskusyjny powrót historii. Fukuyama miał jednak częściowo rację: lata 1989–1991 były faktycznie decydującym momentem, który sprawił, że historia na moment stanęła. Potem jednak znów ruszyła. Dziś wydaje się, że okres po 1989 r., podobnie jak np. lata 1918–1939, nie był początkiem zupełnie nowej epoki, jak chciał to widzieć Fukuyama, lecz raczej początkiem okresu przejściowego, który ostatecznie kończy się w roku 2022.

Koniec gry w ważną Rosję

Nie znamy jeszcze ostatecznego wyniku trwającego konfliktu zbrojnego, ale z politycznego punktu widzenia Kreml już przegrał. Brawurowa kontrofensywa Ukraińców obnażyła wyraźniej niż przedtem malejący potencjał Rosji wynikający ze spadku populacji i stagnacji opartej na niskich technologiach gospodarki. Moskwa po prostu nie ma wystarczających zasobów i know-how, aby zapewnić ład i rozwój nawet w granicach Federacji, a co dopiero mówić o kontrolowaniu sąsiadów. Nawet przed inwazją rosyjski PKB był podobny do hiszpańskiego – przy trzy razy większej populacji i ponad 30-krotnie większym terytorium. Nawet duma Rosji – jej konwencjonalna armia – okazała się dysfunkcyjna. Wydawać by się mogło, że jedynym powodem, dla którego państwo to wciąż może pretendować do miana supermocarstwa, jest jego ogromny arsenał nuklearny, jednak gra w udawanie, że współczesna Federacja Rosyjska jest czymś, czym ewidentnie nie jest, nie może trwać w nieskończoność. Prędzej czy później Moskwa będzie musiała pogodzić się ze swoim realnym statusem regionalnego gracza, który nie może bezpośrednio kontrolować państw wielkości Ukrainy.

Agresja przyspieszy proces odchodzenia Europy od paliw kopalnych, co podkopie główne źródło dochodów Rosji. Sankcje mogą zaś odwrócić ostatnie 30 lat rozwoju rosyjskiej gospodarki, a regres technologiczny może się jeszcze pogłębić. Wreszcie moralna porażka patriarchy Cyryla i Patriarchatu Moskiewskiego prawdopodobnie zakończy jego 500-letnie marzenie o byciu Trzecim Rzymem.

To może być prawdziwy koniec zimnej wojny. Jeszcze do niedawna groźba ze strony politycznego następcy ZSRR determinowała działania polityczne i gospodarcze wielu krajów Europy Środkowej i Wschodniej. My, „Europejczycy środkowi”, żyliśmy m.in. w cieniu aktu NATO–Rosja z 1997 r., który dawał nam członkostwo w sojuszu drugiej kategorii, bez stałej obecności jego wojsk, nie mówiąc już o tak ekstrawaganckich pomysłach jak udział w programie „nuclear sharing”. Mogliśmy jedynie wysuwać bezradne apele do Zachodu, gdy w roku 2008 Putin najechał Gruzję. Nasze głosy zostały niemal całkowicie zignorowane nawet wtedy, gdy Moskwa zajęła Krym i rozpoczęła wojnę w Donbasie.

Pozostało 84% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.