Zachód nie wygrywa w internecie. Propagandowa gra toczy się o rząd dusz tam, gdzie nie patrzymy
Kibicujemy Ukraińcom, więc chcemy wierzyć, że propagandowe zwycięstwo jest po ich stronie. Ale prawdziwego pola bitwy nie zauważamy.
Nie ma wątpliwości, że Europejczycy popierają Ukrainę. Dba o to sam Wołodymyr Zełenski, który od początku rosyjskiej inwazji nagrywa pokrzepiające filmy oraz nie szczędzi gorzkich słów zachodnim politykom, kiedy gości na sesjach parlamentów. Za prezydentem Ukrainy stoi propagandowa machina, która z jednej strony ośmiesza Rosjan, wypuszczając np. informacje o traktorzystach kradnących czołgi najeźdźcy, z drugiej – podsyca słuszny gniew. Jak wtedy, kiedy publikuje przechwycone nagrania rozmów rosyjskich żołnierzy z bliskimi. „I weź jeszcze laptop, Sasza zaczyna szkołę” – słyszy jeden z nich od żony, plądrując ukraiński dom. Albo gdy ujawnia bez cenzury zdjęcia z masakry cywilów w Buczy.
Zachodnia optyka jest wygodna, dzięki niej mamy poczucie sprawiedliwości. Komfort pozostawania w tej bańce może nas jednak drogo kosztować. Dziś propagandowa gra toczy się o rząd dusz tam, gdzie nie patrzymy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.