Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Chopin na medal. Z czego wynika fenomen najstarszego konkursu pianistycznego na świecie?

III Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie, 1937 r.
III Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie, 1937 r.NAC / fot. NAC
25 września 2025

Historia Konkursu Chopinowskiego liczy już niemal sto lat. Nie zawsze chodziło tylko o muzykę. Konkurs miał dowodzić przewagi polskich pianistów, a po wojnie legitymizować socjalistyczny ustrój. W erze mediów społecznościowych na nowo rozpala emocje. Dziewiętnasta edycja zaczyna się już w najbliższy czwartek 2 października.

„Współczesny konsument sztuki chce, pragnie i musi być w masie. Czyli, inaczej mówiąc, trzeba sprawę sztuki podać tak, iżby mógł być podrażniony w swych instynktach życia masowego. Gra, hazard, walka, pierwszeństwo, rasy, szkoły narodowości – oto właśnie te masowe instynkty” – tak pierwszą edycję Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego podsumował w 1927 r. na łamach czasopisma „Świat” Juliusz Kaden-Bandrowski. Na krótko przed konkursem warszawska filharmonia świeciła pustkami. Tym, co przyciągnęło tłumy, była nie sama muzyka, ale rywalizacja – na miarę tej sportowej.

Czy Chopin sam się broni?

Początki Konkursu Chopinowskiego (dziś wydarzenia na stałe obecnego w światowym kalendarium najważniejszych imprez poświęconych kulturze) nie były proste. Jego twórca prof. Jerzy Żurawlew w książce „A więc konkurs” wspomina, że idee zorganizowania rywalizacji dla wykonawców utworów najwybitniejszego polskiego, choć na świecie kojarzonego raczej z Francją, kompozytora uznano za… wymysł. „Spotkałem się z absolutnym niezrozumieniem, obojętnością, a nawet niechęcią. Opinia muzyków była jednomyślna: Chopin jest tak wielki, że sam się obroni. W Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego oznajmiono, że nie ma środków, (...) a w ogóle pomysł jest nierealny do wykonania. Nie poddawałem się; wysiadywałem godzinami pod drzwiami dygnitarzy w Ministerstwie, znosiłem wiele upokorzeń” – pisał Żurawlew.

Na pomoc wielbicielowi Chopina ruszył dyrektor Monopolu Zapałczanego, a zarazem członek Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego (z własnej kieszeni wyłożył 15 tys. ówczesnych złotych) oraz prezydent Ignacy Mościcki (jego poprzednik Stanisław Wojciechowski nie wykazał zainteresowania tym tematem). Niewiele znaczący wobec Piłsudskiego i szerzej nieznany chemik być może upatrywał w imprezie szansy na zdobycie popularności. Ta zaś była mu z pewnością potrzebna, bo do władzy doszedł w wyniku zamachu majowego.

Czynniki polityczne nie odegrały jednak kluczowej roli przy organizacji I edycji konkursu. Nie widziano w nim jeszcze wtedy także okazji do wypromowania Polski. „Rząd nasz ówczesny, wzorując się zresztą na innych rządach mieszczańskiej Europy, nie interesował się bliżej sztuką, uważając, że patronat nad nią zostawić wystarczy prywatnym, bogatym mecenasom (…) nawet czcigodna Filharmonia Warszawska miała status formalny zarabiającej na samą siebie spółki akcyjnej (…) przez wszystkie powojenne lata – poza koncertowymi wieczorami piątkowymi i porankami niedzielnymi – sala jej była kinematografem” – pisał we wspomnieniach o konkursie pt. „Wielka gra” Jerzy Waldorff.

Odkurzanie pamięci o Chopinie

Celem konkursu było przywrócenie pamięci o wybitnym kompozytorze, którego – jak pisze Waldorff – zaczęto postrzegać w przewodzącym awangardzie Paryżu jako „reprezentanta sentymentalizmu zalatującego stęchlizną”. Chciano też wyrugować ze świadomości pianistów niezgodną z duchem Chopina wizję wykonywania jego utworów. O tym zaś, co było z nią zbieżne, mieli zdecydować, jakżeby inaczej, Polacy. W jury zabrakło obcokrajowców, co wynikało z przekonania, że „muzycy nasi są najbardziej miarodajni w sprawie poczucia określenia i wytknięcia na przyszłość istotnej tradycji szopenowskiej”, jak tłumaczył Kaden-Bandrowski.

Pozostało 86% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.