Czemu służyło porwanie w historii
Uprowadzenie przywódcy to nic nowego w historii. Od tysięcy lat porwania stanowią stały element wojny i polityki. Służą wywieraniu presji, wymierzaniu sprawiedliwości i… zaspokajaniu ambicji. Nie była od nich wolna także historia Polski.
Ta noc miała zmienić historię Polski. Założono, że wojsko i ludność poderwane przez zryw Szkoły Podchorążych przejmą Warszawę, rozbiją stacjonujące w niej oddziały rosyjskie, a entuzjazm rozleje się na resztę kraju. Ale nic nie poszło, jak należy. Pierwsza zawiodła koordynacja działań. Spiskowcy nie potrafili sprawnie przekazać sobie umówionych sygnałów. Gdy udało się ruszyć do walki, okazało się, że ani mieszkańcy, ani wyżsi oficerowie nie są zainteresowani dołączeniem do rewolucji. Tych pierwszych w końcu zachęcono do pomocy, ale ci drudzy czasami jej odmawiali. Wściekli na nich powstańcy kilku zabili, a zryw wyhamował, zanim miał szansę na dobre się rozpędzić. Było coś, co w tych pierwszych godzinach i dniach mogło go uratować. Porwanie wielkiego księcia Konstantego Pawłowicza Romanowa.
W zależności od relacji do tego zadania wyznaczono 30–50 osób. Ciemność, która potęgowała ich strach, obecność oddziałów wroga i brak doświadczenia (w większości byli to bowiem cywile) sprawiły, że oddział stopniał do 18 ludzi. Historia zapamięta ich jako Belwederczyków. Uzbrojeni w karabiny, pistolety i sztylety ruszyli podzieleni na dwa oddziały. Jeden pod Belweder, w którym mieszkał Konstanty, miał podejść od strony ogrodu, a drugi – od frontu. W nim znalazł się poeta Seweryn Goszczyński. W sporządzonej później relacji napisał, że idąc wzdłuż ogrodzenia, spotkali strażnika, „weterana moskiewskiego”. Któryś z Polaków zapytał go, czy wielki książę jest w domu. Mężczyzna odparł, że tak, po czym schował się do budki wartowniczej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.