Iran: kraina bez przywódców
Irańskie państwowe media potwierdziły informacje o śmierci ajatollaha Chameneiego w sobotnich izraelsko-amerykańskich nalotach. Przez lata portale irańskiej opozycji – w kraju i na emigracji – regularnie „uśmiercały” Najwyższego Przywódcę, spekulując o jego chorobach, izolacji i pałacowych intrygach. Przypominamy tekst z Magazynu DGP z 23 stycznia br.
Chamenei nie żyje – tą wieścią raz na kilka miesięcy, a bywa że i częściej, żyją portale irańskiej opozycji zarówno w kraju, jak i rozsianej po świecie diaspory. Żyje, lecz nie rusza się z łóżka. Rak. Trzustki, żołądka, jelita. Parkinson, alzheimer, demencja. Coś musi być na rzeczy, bo nie poprowadził modłów w ostatnie święto, a od miesięcy nie pokazali go w telewizji. Był zamach stanu, strażnicy rewolucji przejęli władzę w kraju i go uwięzili.
Gdy któregoś dnia ajatollah Ali Chamenei – Najwyższy Przywódca Iranu, w skrócie Rahbar – umrze, niewielu w to uwierzy. Ale też, widząc, jak opozycja wykrzykuje pod jego adresem: ,,Śmierć dyktatorowi!” i gdzieniegdzie niszczy jego wizerunki, zapewne równie niewielu się tym przejmie. Bo Chamenei nie był i nie jest nikim więcej jak administratorem przygasającej rewolucji islamskiej. Wszyscy muszą go słuchać, ale nikt za nim nie idzie. Może czegoś zakazać dworzanom, a jednocześnie nad wieloma z nich nie sprawuje kontroli. I nie ma na siebie żadnego pomysłu poza przetrwaniem jeszcze jednego dnia. Człowiek bez historii do opowiedzenia i przyszłości do zaproponowania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.