Wielka, odległa, bezimienna
Na szczyt K2 wchodzi się trudniej niż na Everest. Trudno go nawet zobaczyć
Drugi szczyt ziemi, w odróżnieniu od Mount Everestu, trudno zobaczyć nawet z dołu. Najwyższa góra łańcucha Karakorum leży w jednym z najbardziej odludnych i niegościnnych miejsc świata. By dotrzeć do jej podnóży, trzeba przebyć kilkadziesiąt kilometrów skalistego bezdroża, gdzie nie tylko nie ma żywej duszy, lecz także nie zobaczy się nawet pojedynczego zielonego krzaczka.
Nagrodą jest panoramiczny widok z doliny, której dnem płynie wielki lodowiec Baltoro. Po prawej stronie piętrzą się dwa ośmiotysięczne kolosy, Masherbrum i Gasherbrum. Po lewej, w oddali, błyszczy w słońcu wierzchołek K2.
Niedostępność góry zadecydowała też o tym, że nie ma ona imienia. Trudno bowiem za takie uznać krótki kod, którym w 1856 roku oznaczył szczyt brytyjski urzędnik kolonialny dokonujący tu pomiarów trygonometrycznych. Anglicy pytający o nazwę miejscowych stwierdzili ze zdziwieniem, że mieszkańcy Askole, ostatniej osady znajdującej się jeszcze pod władzą królowej Wiktorii, nie mają pojęcia, jak nazywa się wielka góra wznosząca się na początku ich własnej doliny. Górale nie wiedzieli nawet o jej istnieniu! Po prostu nikt z nich nie zapuszczał się na tyle daleko, by sprawdzić, co widać za zakrętem.
Dotarcie do podnóży K2 od północy jest łatwiejsze, jednak wędrówka stukilometrową, kompletnie bezludną doliną Szaksgam zajmuje podobnie dużo czasu. Nieco bliżej jest od strony doliny rzeki Jarkend, ale po drodze trzeba minąć przełęcz, która po pierwszym deszczu zamienia się w rwący, nieprzebyty potok.
Surowy klimat, dzika przyroda, duże odległości - wszystko to sprawia, że po obu stronach góry ukształtowały się dwie zupełnie odrębne kultury. W kamiennych domach Askole żyją Baltowie, prastarzy mieszkańcy gór mówiący archaiczną odmianą języka tybetańskiego. Z kolei w Jilika, najbliższej K2 osadzie w dolinie Jarkendu, mieszkają Kirgizi, którzy dopiero niedawno przeprowadzili się do murowanych mieszkań z tradycyjnych namiotów. I choć jedni i drudzy wyznają islam, ich przesycone lokalnym pogaństwem wierzenia nie są do siebie podobne.
Askole leży w Pakistanie, Jilika w Chinach, ale naturalne przeszkody w tym wypadku wcale nie ułatwiają rozgraniczeń politycznych. Do dziś sąsiedzi nie mogą się dogadać co do przebiegu wspólnych granic. Dolinę Szaksgam zajęli Chińczycy dopiero w 1963 roku. W dwadzieścia lat później wojska indyjskie wkroczyły na obszar leżącego pod masywem Gasherbrumu lodowca Siachen, który Pakistan uważa za swoje terytorium. Są tu rejony, do których roszczą pretensje wszystkie trzy państwa.
Aż trudno uwierzyć, że przez sam środek tego pustkowia przebiegał niegdyś ożywiony szlak handlowy, wiodący z Kotliny Kaszgarskiej do doliny Indusu. Droga wiodła częściowo dolinami, częściowo górskimi graniami, a czasem nawet prowadziła wzdłuż lodowca. Kupcy przenosili towary na własnych plecach, gdyż żadne zwierzę nie było w stanie przejść tak trudnej trasy z tobołami na grzbiecie. Korzystając z istnienia tej drogi, panujący w Askole radża Szigaru umawiał się na grę w polo z emirem Jarkendu. Spotkania odbywały się na łące pośrodku bezludnych gór.
Około 1900 roku międzynarodowy handel ustał z powodu napadów rozbójników pochodzących z leżącego nieco w bok od drogi księstewka Hunza. Górską krainę włączono co prawda do powstałego po II wojnie światowej Pakistanu, jednak w praktyce nadal zachowywała ona samodzielność. Dopiero w 1974 roku władze w Islamabadzie skłoniły do rezygnacji ostatniego księcia Hunzy. Jeden z jego potomków, 36-letni Adam-Khan, jest dzisiaj cenionym na Zachodzie gitarzystą klasycznym.
Kres izolacji nastąpił w 1986 roku, kiedy to przez środek Hunzy przeprowadzono drogę znaną jako Karakoram Highway. Prowadzi ona z Pakistanu do Chin i jest najwyżej położoną bitą drogą świata.
@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.007a.001.jpg@RY2@
Już samo dotarcie w pobliże góry wymaga solidnego logistycznego przygotowania
Szczyt K2 (wys. 8611 m n.p.m.) zdobyli po raz pierwszy w 1954 r. himalaiści z Włoch. W 1986 r. Wanda Rutkiewicz weszła na szczyt jako pierwsza kobieta, zaś Jerzy Kukuczka i Tadeusz Piotrowski uczynili to ekstremalnie trudnym szlakiem południowym (zwanym odtąd polskim). Nikt jak dotąd nie powtórzył ich wyczynu.
K2 jest górą owianą fatalną sławą: na każdych czterech jej zdobywców przypada jedna ofiara śmiertelna podczas prób zdobywania szczytu. Jest też jedynym z ośmiotysięczników, który do dzisiaj nie został zdobyty zimą.
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu