Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Do szczęścia przez czyściec

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

"Niebo, piekło... ziemia" przypomina szkolne wypracowanie licealnej prymuski na temat wszystkich kolorów miłości

Klara jest ładna i utalentowana. Tańczy jak anioł. Kiedy dostaje intratną ofertę wyjazdu za granicę, do jednego z najlepszych zespołów baletowych w Hiszpanii, nie zastanawia się zbyt długo. Tytułowe niebo Klary staje się jednak szybko piekłem - nie tylko dlatego, że odejdzie jej narzeczony, ale przede wszystkim z powodu wypadku, któremu ulegnie. Próby w Barcelonie oczywiście zostaną wstrzymane, a balerina z zazdrością będzie przyglądała się koleżankom - dostrzegając w nich własne zaprzepaszczone szanse.

Od tej pory kobieta będzie musiała mocniej stąpać po ziemi. Kogoś pozna, w kimś się zakocha, po czym odkryje, że niebo miłości ma wiele piekielnych tajemnic. Klara, początkowo zdecydowana na karierę za wszelką cenę, wiążąc się z o wiele od niej starszym mężczyzną (dobra rola Bronisława Wrocławskiego), doceni inny wymiar szczęścia. Stanie się nie tylko partnerką dla Rudolfa, ale również kimś w rodzaju matki dla jego trzynastoletniej, dorastającej córki.

Film Sivákovej rodził się w bólach. Z powodów finansowych zdjęcia kilka razy były przerywane i rozpoczynane od nowa. Zmieniali się aktorzy, członkowie ekipy. To wszystko niestety widać na ekranie. Narracja się rwie, fabule brakuje logiki, a film sprawia wrażenie niedokończonego. Co gorsza, psychologiczna wykładnia jest zbyt prosta, łopatologiczna.

A przecież Klara jest postacią symptomatyczną dla naszych czasów. Inteligentna dziewczyna, rozdarta między odwiecznymi dylematami: być czy mieć. W ślad za ambicjami idzie kompletny paraliż woli, klincz pomiędzy pragnieniem wolności a absolutną determinacją. Żeby jednak pokazać dylematy tego typu, należałoby zrealizować film inaczej. Prościej, nie nadużywając cudacznych pasaży muzycznych Oskara Rózsy i nie posiłkując się płytkimi metaforami w rodzaju zdjęć podwodnych, które symbolizują nowe narodziny Klary. Również powracający jako leitmotiv obraz nagiej kobiety budzącej się pod powierzchnią wody albo scena, w której bohaterka powraca do pokoju dziecinnego, żeby wyczyścić strumień świadomości, to - niestety - intelektualne wydmuszki. Klara przeszła długą drogę. Najpierw było niebo, potem piekło. W efekcie chyba czyściec. Film również czyśćcowy. Na dwóję.

@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.026b.001.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.