Rodzina na stoku, ja na biegówkach
@RY1@i02/2009/242/i02.2009.242.184.0006.101.jpg@RY2@
Monte Bondone to raptem dziesięć domów. Ale nad wioską wznosi się góra z imponującym stokiem
Archiwum
@RY1@i02/2009/242/i02.2009.242.184.0006.102.jpg@RY2@
Monte Bondone
Po raz pierwszy jadę na narty, by na nartach nie jeździć... tylko biegać. Już po raz trzeci skręciłam kolano i nie chcę po raz czwarty, bo ostatnia kontuzja była na tyle poważna, że skończyło się w znanej narciarzom klinice Carolina. W tym roku pozostają mi biegówki. Rodzina będzie szusować po stoku, a ja wypróbuję trasy biegowe. Wybieram się do włoskiej miejscowości Andalo w regionie Paganella, niedaleko Madonny di Campiglio. Nie znam tego miejsca, wiem, że to mały ośrodek, dobry na wyjazd z dziećmi. Moi synowie mają 8 i 10 lat.
...Monte Bondone. Bardzo mi się tam podobało. Cała miejscowość to może z 10 domów. Góra o tej właśnie nazwie obrośnięta jest małymi wioskami, ale jest tam - jak na moje potrzeby - wystarczająca liczba tras i wyciągów. Mało ludzi, prawie żadnego ruchu samochodów, odległości dla pieszego, a nie zmotoryzowanego.
Wolę Włochy niż inne kraje. Słońce jest pewniejsze, lubię włoską kuchnię. Podoba mi się nastawienie Włochów do życia, zawsze trochę "domani" czyli jutro. Są o wiele bardziej luźni niż Austriacy czy Szwajcarzy. Niektórych denerwuje roztargnienie organizacyjne Włochów, ale na wakacjach to mi nie przeszkadza.
...Wengen w Szwajcarii. Zapowiadało się fantastycznie, bo to miejscowość znana z tego, że nie ma ruchu samochodowego i rzeczywiście wygląda ona pięknie. Do Wengen można się dostać tylko starą kolejką, której trasa malowniczo wije się w górę, pokonując dużo zakrętów i tuneli. Niestety, pogoda była bardzo kiepska. Nie było to oczywiście zależne od Szwajcarów, ale rozczarowało mnie, że gospodarze nie potrafili sobie dać z tym rady. Napadało dużo śniegu i długo trwało, zanim trasy zostały doprowadzone do porządku. Wiele barków na stoku było pozamykanych, a przecież to właśnie przy kiepskiej pogodzie narciarz potrzebuje wsparcia gastronomicznego. Źle się tam czułam, wróciłam nieusatysfakcjonowana.
U mojej koleżanki, która od lat nieformalnie organizuje narciarskie wyjazdy dla grona znajomych. Sama świetnie jeździ na nartach i lubi zajmować się stroną organizacyjną. Przed sezonem wybiera, jedzie, sprawdza hotel, jedzenie, a potem proponuje wyjazd znajomym i znajomym znajomych. Wiem, że jak ona sprawdzi, to miejsce będzie na pewno dobre. Tak trafiliśmy do Monte Bondone, a teraz pojedziemy do Andalo. Ja nie mam czasu na samodzielne szukanie nowych miejsc, a grzebanie w internecie pozostawiam mężowi.
Niestety, z Kasprowego Wierchu. Uwielbiam tę górę, ale dwa razy miałam tam poważne wypadki. Raz sama jechałam za ostro. Za drugim razem byłam świetnie przygotowana do nart, ale zostałam znokautowana przez narciarza na Goryczkowej, gdy sobie spokojnie stałam z boku. Poszły mi wtedy więzadła.
Monte Bondone leży blisko Trento, bardziej nam znanego z nazwy Trydent. Trento nie jest wielkim miastem, ale ma fantastyczną katedrę, którą koniecznie trzeba odwiedzić. Wchodząc do katedry, ma się wrażenie, że od czasu soboru w Trydencie w połowie XVI wieku nic się w niej nie zmieniło. Warto wejść i poczuć niezwykłą atmosferę.
@RY1@i02/2009/242/i02.2009.242.184.0006.103.jpg@RY2@
Beata Gessel-Kalinowska z siostrzenicą Zofią w Wengen
archiwum prywatne Beaty Gessel-Kalinowskiej vel Kalisz
wysłuchał Krzysztof Bień
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu