Dziennik Gazeta Prawana logo

Gość znikąd wyszedł na ludzi

29 czerwca 2018

Pani z Dziennika Gazety Prawnej? Ktoś mnie pozwał do sądu?

ROZMOWA

Można tak powiedzieć. Następna walka będzie o pas federacji IBF. To dla mnie szczyt szczytów. Nawet nie marzenie, ale coś poza marzeniami. Myślałem sobie, że jak będę w piętnastce rankingu, ktoś weźmie mnie do walki o stawkę. Będę mógł się pokazać. Ale że taki klasowy zawodnik jak Delvin Rodriguez przyjedzie do mnie, żeby rozstrzygnąć prawo do walki o mistrzostwo świata? Wygrałem i w lutym zmierzę się o ten tytuł. Co prawda jeszcze nie z którymś z wirtuozów w mojej kategorii, jak Manny Pacquiao czy Miguel Cotto. Ale walka z Isaakiem Hlatshwayo to też osiągnięcie.

Zawsze ją w sobie miałem. Sam tego nie kontrolowałem, bo po ciosie byłem nieprzytomny. Albo się jest twardym sk..., albo się nie jest. Ja akurat jestem. Tak mnie życie ukształtowało. Zawsze powtarzałem, że najważniejszy jest charakter, ambicja, a umiejętności da się poprawić. W podświadomości miałem zakodowane, że się nie poddam. Słyszałem z boku: klęknij, klęknij. Powinienem był to zrobić i odpocząć. Ale nastawiłem się, że będę gryzł i szarpał. Jakby trzeba było, odgryzłbym mu rękę z rękawicą.

Wiedziałem, że jeżeli wygram z Rodriguezem, to Hlatshwayo, mistrz świata, jest dla mnie łatwiejszym przeciwnikiem. Jego styl pasuje mi idealnie. Pierwsza nieobowiązkowa obrona pasa w maju będzie z tym, kogo sobie dobierzemy. Druga, obowiązkowa, w sierpniu, z wyznaczonym pretendentem. Choćby nawet to był Pacquiao, postaram się go pokonać. Jak wygram, będę dla siebie jeszcze większym bohaterem niż teraz.

To moja jedyna szansa, więc ją wykorzystam. Jestem człowiekiem znikąd. Kolesiem z wiejskiej dyskoteki, który lał chamów po wypiciu dwóch win. A dziś walczę o mistrzostwo świata. To jest coś nieprawdopodobnego. Ludzie są profesjonalnie prowadzeni przez lata, żeby dorobić się czegoś takiego.

Trzeba jeszcze coś pokazać w ringu. A moja historia jest prawdziwa, nikt jej nie wymyślił. Ja nic nie robię pod publiczkę. Czasem coś wykręcę, a ktoś mi mówi: o fajne, powtórz to! Każę mu spieprzać. Pajacuję tylko szczerze. Ale potrafię też się podporządkować - na treningach ciężko pracuję. I są efekty.

Nie: nie zawsze, tylko: nigdy. Żyłem z dnia na dzień. Byłem zwykłym skurczybykiem. Trochę trenowałem, ale więcej lałem się na mieście. Nie myślałem, co będzie jutro. Kupowałem samochody, na każdym traciłem kupę kasy. Było ich już 53. Brałem kolejny kredyt, teraz muszę je spłacać. Mam 32 lata i całe życie nic nie miałem. Świętej pamięci mama nie zdążyła mi nic dać, na ojczyma nie mogłem liczyć, ojciec alkoholik zapił się na śmierć. Od sześciu lat mam tylko moją narzeczoną Mrówkę, córeczkę i synka z pierwszego małżeństwa, z którym mam wspaniały kontakt. Mam spokój w domu, poukładane życie i o wszystkim myślę inaczej.

14 września 2008 roku, walka o mistrzostwo Europy w Kielcach. Było wiadomo, wygram - jestem kozak. Nie wygram - będę obijał kelnerów za marne pieniądze i walczył o przetrwanie. Po ostatniej porażce, niesprawiedliwej, z Włochem na Sycylii w 2005 roku postawiłem wszystko na jedną kartę. Odstawiłem ciemne sprawki, kolegów, imprezy, a było tego sporo. Trzy lata ciężkiej pracy, a potem przyszły te Kielce. Wyszedłem na ludzi. A nieraz słyszałem, że skończę w więzieniu. Cudem się wykręciłem, bo miałem trzy wyroki w zawieszeniu. We wrześniu minął ostatni i jestem niekarany. A moi koledzy albo siedzą, albo mają zawiasy, albo są poszukiwani. W odpowiednim momencie umiałem powiedzieć: sorry, chłopaki, ale mam swój sport. A teraz kupiłem sobie mieszkanie z moją dziewczyną - 4 pokoje, 90 metrów.

Wszystko było zamówione na 4 lipca - ksiądz, sala i tak dalej. Ale okazało się, że w sierpniu miałem walczyć z Rodriguezem. Ślub odwołany, a walka odbyła się pod koniec listopada. Teraz walka o pas, jedna obrona, druga i nie ma kiedy wziąć ślubu. Ale powiedziałem Mrówce: kochanie, lepiej poślubić mistrza świata, niż mistrza Europy.

Tak, ale z apetytem też sobie poradziłem. Pewnie słyszała pani o zakładzie? Do ostatnich walk zrzucałem po 12 kilo, a w dniu ważenia i tak siedziałem w saunie. Przez to gwałtowne tycie i chudnięcie zacząłem mieć problemy z cukrzycą. Mój rekord to 7 kilo więcej w dwa dni. Jedzenie to była moja osobista tragedia, nie potrafiłem odmówić sobie pizzy, frytek, ciastek. Bolał mnie brzuch i wątroba, ale jadłem dalej. Mieli mnie wysłać do psychiatry czy terapeuty, ale wymyśliłem sobie, że dla mnie największą motywacją są pieniądze. W lutym założyłem się o 55 tys. z pięcioma kolegami, że przez rok utrzymam 72 kg. Wszystko sobie przemyślałem i teraz się pilnuję. Termin zakładu upływa 20 marca, a ja już na poczet wygranej kupiłem sobie wymarzone bmw x5 - połowę zafundują mi koledzy: w tym Diablo Włodarczyk 20 tys. i tyle samo Artur Szpilka. Już wszystkich zaprosiłem na przepyszne steki wołowe, średnio wysmażone, przepyszne.

@RY1@i02/2009/235/i02.2009.235.000.019a.001.jpg@RY2@

Rafał Jackiewicz pokonał Delvina Rodrigueza na punkty

Irek Dorozanski/Newspix.pl

*, ur. 1977, pięściarz z Mińska Mazowieckiego, w lutym 2010 zmierzy się o pas mistrza świata IBF w wadze półśredniej ze zwycięzcą walki Isaak Hlatshwayo - Jan Zaveck.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.