Jak Osiecka z pobocza
Renata Przemyk wraca do fortepianu, gitary, kameralnych klimatów ze szczyptą elektroniki. Jednym się spodoba ta niespieszność, jak poprzedni "Unikat". Inni jej konsekwencję uznają za nudziarstwo i krok w tył.
Przemyk jest fenomenem. Utkwiła między piosenką poetycką a alternatywą, gdzieś między spuścizną Ewy Demarczyk, Agnieszki Osieckiej i punk rocka. Może denerwować jej recytatorskie zacięcie z natężeniem serwowane na kolejnych płytach, nagranych już po świetnym "Hormonie" i "Andergrancie". Może irytować patos tekstów Anny Saranieckiej (np. na "Zamalowanej twarzy" z najnowszej płyty), klimat jak z przeglądów piosenki aktorskiej - też nuży. Ale za to za Przemyk od lat jeżdżą te same fanki i fani niezrażeni brakiem obecności idolki w mediach. Ani jej milczeniem spowodowanym chęcią zaistnienia trochę w muzyce teatralnej ("Balladyna", "Odjazd") i filmowej, a trochę - pragnieniem poeksperymentowania z rockiem i elektroniką.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.