Pozytywny akt przemocy
Nieważne, kto głębiej maczał palce w tym projekcie. Ważne, że z płyty Gaby Kulki i Konrada Kucza "Sleepwalk" płyną najciekawsze w tym sezonie dźwięki w polskiej muzyce.
Dobre teksty? Mistrzowskie operowanie instrumentami własnej konstrukcji lub znalezionymi "na wykopaliskach"? Umiejętnie dobrane sample? Piękne melodie, a może bezbłędna produkcja? Gdzieś w otchłaniach wspólnej, tajnej skrytki Gaby Kulki, Konrada Kucza i Bogdana Kondrackiego, współproducenta tego znakomitego albumu, leży receptura na brzmienie niebanalne i chwytliwe zarazem.
Tylko że "Sleepwalk" to coś więcej niż studyjna matematyka. Na ten autorski album składa się coś więcej niż te elementy zebrane do kupy. Gaba Kulka, która jest - jakkolwiek pompatycznie to zabrzmi - nadzieją polskiej piosenki, i Konrad Kucz, dawna siła napędowa Futra, senior polskiej sceny ambientowej, postanowili wspólnie nagrać płytę, którą nie musieliby się na siłę próbować zmieścić w jakiejkolwiek szufladce.
Powstał projekt "Sleepwalk" o trudnym do określenia pochodzeniu stylistycznym, ale wielkiej sile rażenia.
Od pierwszego utworu wiemy, że będzie trochę inaczej niż zwykle. W otwierającym płytę "Electric sheep" zapętlone smyczki sąsiadują z brzmieniem vocodera i stukotem okna sąsiada. W "The Clock" brzmienie plumkającego pianinka idealnie wtapia się w dźwiękonaśladowcze efekty: tak się słucha klucza żurawi zbierającego się do odlotu. Klimat pozostałych kompozycji tworzą np. betoniarka, metalowe rusztowanie w ruinach starej fabryki na Żoliborzu, głos sąsiadki pytającej o cukier, zsamplowane brzmienie orkiestry smyczkowej. A także - jak w "Dead Yet" - mellotron, marimba, perkusja, soulowe chórki, zmysłowe wokalizy i folkowe refreny. Ale to nie wszystko. W "Celluloid" czy "Keep it down", przypominającym najlepsze dokonania Lamb, przefiltrowany przez technologiczne cuda głos Kulki, pozbawiony rytmicznych oczywistości i aranżacyjnej draperii, niczym w najsurowszych czarnych nagraniach, spotyka się z przestrzennym snuciem smyczków i niepokornym fortepianem. Na "Sleepwalk" murzyńskie zawodzenia idą w parze z europejskim folkiem i muzyką cerkiewną, a komu mało, ten na deser odkryje w tle klasyczną orkiestrę, marimbę i piętnaście typów antycznych syntezatorów, gitarę i sample.
Aż do "Man of Winter" Kulka/Kucz pozostają wierni postmodernistycznej stylistyce, w której inteligentny brzmieniowy miszmasz porządkuje świetne kompozycje. Na dobrą sprawę każda z tych piosenek, zaśpiewana przez jedną z czołowych gwiazd popu, poradziłaby sobie na listach przebojów. W ostatniej piosence, poruszającym, gotycko-soulowym hymnie do nicości, Kulka przybiera pozę rockowej ikony. Ale to mocna figura, niezachwiana dzięki wokalnym umiejętnościom Gaby. Zamykający album "Man of Winter" przynosi klimat "Mantaray", ostatniej płyty Suzie Sioux. Niech nikogo nie zdziwi wiejący przez niedomknięte drzwi wiatr, klekot stada gęsi, gitara akustyczna - to wszystko tu jest. Domyka utwór szeroko, leniwie płynąca wokaliza Kulki, potężniejąca wraz z monumentalnymi chórami w końcówce, i ciężkie basy.
Kulka dała Kuczowi swój fantastyczny głos i talent do otwierania nim innych artystycznych światów. Kucz i Kondracki, wytrawni muzycy, dali Kulce niebywałą szansę pokazania, że jest kimś więcej niż tylko skserowaną Tori Amos.
Polska muzyka dostała wielkiego kopa tym albumem, ale to pozytywny akt przemocy. Może coś wreszcie ruszy w naszej przestrzeni zdominowanej przez popową tandetę? "Sleepwalk" wprawdzie nie otworzy nikomu w Europie oczu, bo takiej muzyki można było już trochę podsłuchać na krążkach Lamb, Massive Attack, Buriala, Air, Kid Loco, a jak ktoś głębiej poszpera, to i w dokonaniach folkowego Derewa, w niektórych kompozycjach Mogwai, autorskich albumach Toma Waitsa, z którym polski duet łączy podobne podejście do generowania dźwięków pochodzących z otoczenia, i mrocznych eksperymentach sceny minimal.
Jednak płyta Kulki/Kucza odsyła w niebyt większość polskich produkcji, i tych mainstreamowych, i tych alternatywnych. Jeśli tego typu muzyki będzie można za kilka lat posłuchać na festiwalu piosenki w Opolu - jestem na tak.
@RY1@i02/2009/215/i02.2009.215.000.016a.001.jpg@RY2@
Gaba Kulka i Konrad Kucz: duet prawie idealny
Marcin Kaliński
Jazzboyrecords 2009
Anna Gromnicka
anna.gromnicka@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu