Koronę szanuję jak Legię
Najnormalniejszy w świecie. Czuję się jak przed spotkaniem z każdą inną drużyną.
Mam już 32 lata, wiele przeżyłem i mam na koncie trochę sukcesów. Nikomu nie muszę niczego udowadniać i nikomu nic nie muszę pokazywać.
Teraz jestem w klubie, w którym jestem szczęśliwy. Prezes Legii może sobie wyrażać opinie, jakie chce, ma do tego prawo. Ja powiem tylko tyle - przyszedłem do Legii zdobyć mistrzostwo i to mistrzostwo zdobyłem.
To, ile zarabiam, jest moją prywatną sprawą.
Bo jest to kraj, który lubię i za którym tęskniłem. Pół roku temu chyba pospieszyłem się z decyzją o wyjeździe. Warto było zaczekać na jakieś oferty. Z drugiej strony nie ma co żałować wyjazdu do Brazylii, bo zrozumiałem, że to nie jest to, czego potrzebuję. Uświadomiłem sobie, że po tych wszystkich latach moje miejsce jest w Europie.
Nie będę tego okresu mile wspominał. Po długim pobycie w Europie nie udało mi się dostosować do brazylijskiego systemu gry. Klub grał w pierwszej lidze, ale miał strukturę trzecioligowca. Panował totalny bałagan. Warunki do treningów były ciężkie, brakowało sprzętu. W dodatku płacili z trzymiesięcznym poślizgiem.
Po prostu nie wtopiłem się w ten klub i postanowiliśmy się rozstać. W ciągu sześciu miesięcy Nautico prowadziło pięciu trenerów, każdy miał inną filozofię gry. Przestałem nadążać. To nie miało sensu.
Siedziałem w Recife i czekałem na oferty. Miałem już dogadany kontrakt z klubem z Cypru, kiedy zadzwoniła do mnie przyjaciółka Agata współpracująca z jednym z menedżerów i zapytała, czy bym wrócił. Odpowiedziałem, że chętnie.
Tak zdecydował trener. Czekam na swoją szansę. Potrzebuję jeszcze czasu, by wejść w swój rytm.
Legia to nie jest drużyna, której należy się bać. Owszem, ma wielu dobrych piłkarzy, ale to ekipa jak każda inna. Nad Koroną ma tę przewagę, że jest już znaną i cenioną marką. My na markę musimy jeszcze pracować. Nie kalkulujemy, jak zawsze będziemy grać o trzy punkty.
Nie mogę teraz rozmyślać i martwić się innymi. Muszę myśleć o sobie, tak by jak najlepiej prezentować się w klubie, w którym pracuję.
Aż do śmierci będę pamiętał kibiców z Warszawy, bo w dużej mierze to dzięki nim zdecydowałem się na grę w Legii, choć miałem wówczas dobrą ofertę z Fluminense. Legioniści zaimponowali mi fanatyzmem - wspierali swoją drużynę do końca, mimo iż przegrywała, a w dodatku było tak strasznie zimno. Teraz jednak gram w Koronie i całuję herb Korony, bo szanuję jej fanów. Nie znaczy to, że mniej szanuję Legię. Jestem przecież częścią historii tego klubu.
@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.000.015b.001.jpg@RY2@
Edson (z prawej) w walce z Bartoszem Ławą
Sławomir Ptasznik newspixpl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu