Rosja od podszewki
Książka to niepozorna, wydana na marnym papierze, z brzydkimi, szarymi zdjęciami. A mimo to dostaje najwyższą ocenę. Bo jej autor dał z siebie wszystko, aby ją napisać.
Jacek Hugo-Bader jest podróżnikiem rzadkiego gatunku. Nie rozbija się po hotelach z sauną i prasowanymi ręcznikami, jednak nie ucieka też od ludzi w surowy, ale dający wewnętrzny spokój obszar dziewiczej przyrody. Zakłada brudne łachy i idzie do dworcowej poczekalni, by podpatrzeć, jak żyją najnędzniejsi z nas. Spogląda na świat oczami dziada z noclegowni. Nie unika przy tym doświadczeń skrajnych. Tym razem przejechał Rosję, prowadząc samotnie pojazd marki UAZ-469, czyli popularny tam łazik. Przemierzył ją od jednego do drugiego krańca, czyli od Moskwy do Władywostoku, w dodatku w samym środku zimy.
Dziennikarz przebijał się przez bezdroża tajgi, dzikie, ale nie na tyle, by nie spotkać tam na drodze drugiego człowieka. A spotkanie w takim miejscu innego człowieka oznacza na ogół ryzyko. Większe niż stanięcie oko w oko z niedźwiedziem, większe nawet niż zabawa w rosyjską ruletkę, jaką jest nocowanie w samochodzie przy czterdziestostopniowym mrozie. Trzeba dobrze znać ten kraj, mentalność jego mieszkańców, by nie dać się złupić ani upokorzyć przez pierwszego lepszego drogowego policjanta. Gorzej jeszcze, gdy napotka się bandytów, tych niemundurowych. Z takiego spotkania trzeba starać się ujść z życiem. Dosłownie. Gdyby profesjonalizm Hugo-Badera nie łączył się z dużą porcją szczęścia, reporter żadną miarą nie dojechałby do Władywostoku, a my fundowalibyśmy dziś kolejną nagrodę dziennikarską, tym razem jego imienia.
Bolszewizm, obok wielu innych dobrodziejstw, pozostawił ludzkości dwudziestowieczną kulturę masowych wędrówek. Od czasów rewolucji dziesiątki milionów Rosjan miotają się wzdłuż i wszerz swojej olbrzymiej ojczyzny w desperackim poszukiwaniu lepszego losu. Ich wysiłek na ogół idzie na marne. Pełno ich potem w zaplutych halach dworców kolejowych, które wypełniają smrodem nędzy i porzucenia.
Ubocznym skutkiem tych wysiłków jest 40 tysięcy ludzi, którzy giną co roku na rosyjskich drogach. Drugie tyle pada od alkoholu. Jednym z najstraszniejszych - jeśli w ogóle można tu różnicować poziom strachu - fragmentów książki jest opis zapicia się na śmierć całej kołchozowej brygady pasterzy reniferów. To Ewenkowie, jeden z rdzennych, małych narodów Syberii, które unicestwia obecnie alkoholowa "biała gorączka".
Czy można w Rosji żyć inaczej? Można - tak jak wyznawcy Siergieja Toropa zwanego Wissarionem, uważający go za wcielenie Chrystusa. Zaszyli się w lasach południowej Syberii i żyją tam po bożemu. Bez alkoholu i bez agresji. Wychodzą ze swoich kryjówek tylko po to, by głosować. Oczywiście na partię władzy. Bo "inaczej ta władza już dawno przysłałaby w tajgę awtomatczików i rozegnała ich na cztery wiatry".
@RY1@i02/2009/203/i02.2009.203.184.007a.001.jpg@RY2@
Jacek Hugo-Bader "Biała gorączka", Wydawnictwo Czarne 2009
ciekawą narrację;
kompetencje autora;
solidne tłumaczenie i redakcję;
atrakcyjną grafikę;
oryginalny pomysł na książkę.
Jacek Borkowicz
jacek.borkowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu