Yoko Ono nie wybiera się na emeryturę
The Beatles znów są na fali, więc takiej okazji na przypomnienie o sobie nie mogła przegapić żona Lennona. Chyba na złość swoim przeciwnikom Yoko Ono reaktywowała po 34 latach Plastic Ono Band i nagrała naprawdę niezły album "Between My Head and the Sky".
Oczywiście połączenie tych dwóch faktów: powrotu artystki i reedycji albumów Fab Four, może być czystym zbiegiem okoliczności. Przecież Ono cały czas jest obecna na scenie muzycznej. Dwa lata temu na "Yes, I’m a Witch" jej utwory wykonywała czołówka sceny niezależnej: The Flaming Lips, Cat Power, Antony czy Peaches. A w tym roku artystka pojawiła się ze swoim nowym składem na festiwalu Meltdown na zaproszenie samego Ornette’a Colemana. Jeśli dodać do tego sukces na tanecznej liście przebojów "Billboardu" remiksu "I’m Not Getting Enough" oraz świetny kawałek "Day of the Sunflowers (We March On)" na najnowszym albumie Basement Jaxx, to chyba nikomu nawet nie przejdzie przez myśl, żeby wypominać jej niemłody wiek i wysyłać na emeryturę.
Plastic Ono Band A.D. 2009 to wciąż nieformalna supergrupa - na szczęście zamiast Erica Claptona i podstarzałych członków Yes, The Who i The Beatles w składzie pojawiają się jej japońscy rodacy: Cornelius, Yuka Honda, syn Sean Lennon oraz artyści ze sceny nowojorskiej, m.in. Erik Friedlander. To również wciąż zespół tworzący jedynie tło dla popisów Yoko Ono, która zamiast śpiewać, głównie krzyczy, sapie i melodeklamuje - choć na "Between My Head and the Sky" nie zabrakło też spokojniejszych momentów nawiązujących do późniejszego okresu jej solowej kariery. Na te utwory trzeba jednak czekać do połowy płyty, bo artystka od początku poraża punkową charyzmą i uwodzi japońską niewinnością. Rockowe "Waiting for the D Train" nawiązuje do formacji Butter 08 dowodzonej niegdyś przez Yukę Hondę, a "The Sun is Down" oparte na tanecznym rytmie to świetna producencka robota Keigo Oyamady, czyli Corneliusa. Każdy z nich sprawia wrażenie, jakby powstał bardzo spontanicznie. Do tego w surrealistycznym "Ask the Elephant!" jest nie tylko miejsce na mocną transową linię basu, ale też na improwizacje gitary i saksofonu, ostre tytułowe "Between My Head and the Sky" ma w sobie energię starego fusion jazzu, a "Calling" wzbogacone partią sitaru brzmi prawie jak wariacja na temat "Tomorrow Never Knows" The Beatles.
Idealnym momentem na złapanie oddechu po tych szaleństwach są spokojniejsze utwory: "Healing" o przesłaniu ekoogiczno-pokojowym, pięknie zanucone po japońsku "Unun. To" zdobione partią instrumentów smyczkowych oraz "Higa Noboru" wykonane przy fortepianie, które jednocześnie idealnie zamykają album. Można powiedzieć, że muzycy towarzyszący artystce mniej lub bardziej świadomie zdołali podsumować jej dotychczasowy dorobek - jest elegancki pop i dzika awangarda, czuć swobodnego ducha lat 80. i współczesne brzmienia. Niestety z muzyką Yoko Ono jest tak jak z jej całą sztuką - albo się ją kupuje w całości, albo w ogóle. Dla jednych zawsze pozostanie ona kobietą, która zniszczyła The Beatles i zrobiła karierę na grzbiecie Lennona. A dla drugich niezależną awangardową artystką, która zainspirowała męża do odważnych poszukiwań. Ten album pewnie nie zmieni jej pozycji na scenie, ale może warto jej dać teraz jeszcze jedną szansę.
@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.000.017a.101.jpg@RY2@
Yoko Ono ciągle zaskakuje niemal punkową energią
EMI MUSIC POLAND
Jacek Skolimowski
Chimera Music 2009
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu