Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Jestem prawdziwym szczęściarzem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Na torze Monza Robert Kubica nie ukończył wyścigu. Powód - awaria skrzyni biegów. Do końca mistrzostw pozostały cztery starty. Później team Polaka BMW Sauber przestanie istnieć

ROZMOWA

ALDONA MARCINIAK:

ROBERT KUBICA:

Wiele rzeczy. Mam kilkadziesiąt tysięcy kilometrów więcej na karku, co daje dużo doświadczenia i wiele plusów. Minusów nie ma, a jeśli już, to bardzo małe. No, może to, że w tym roku nie idzie nam tak dobrze, jak tego oczekiwaliśmy.

Raczej nie. Oczywiście jest parę rzeczy, które w pewnych momentach były niezrozumiałe albo mnie zdziwiły.

O tym się nie dyskutuje. To są sprawy, na które nie ma się wpływu.

Można się sporo nauczyć, przekonać, jak ważna jest praca z zespołem. W pewnym sensie ten sezon wyszedł nam kompletnie odwrotnie do ubiegłorocznego. Sądzę, że teraz team jest bardziej zmotywowany niż rok temu, choć walczymy o zupełnie inne rzeczy. Sierpień i wrzesień 2008 roku były kluczowe, aby utrzymać szansę na mistrzostwo. W tym roku wiadomo już, że BMW się wycofuje, jesteśmy daleko, a jednak w tegoroczny bolid wkłada się dużo pracy, dużo więcej niż w ubiegłym roku.

Sytuacja z ubiegłego roku była bardziej frustrująca, chociaż w tym na pewno też nie jest łatwo. Nasz bolid nie sprawuje się tak, jak byśmy chcieli, nie jesteśmy, a przynajmniej nie byliśmy, wystarczająco szybcy. W ostatnim sezonie było dokładnie odwrotnie. Byliśmy bardzo konkurencyjni, ale jednak czegoś zabrakło. To było gorsze.

Cała stawka jest bardzo wyrównana. Dlatego widzimy duże wahania formy. Niektóre wyścigi zostały zdominowane przed Red Bulla, Brawna albo McLarena, a w innym grand prix szybkie było Force India. To dlatego, że różnice są bardzo małe. Nowy regulamin daje duże pole do popisu, jeśli chodzi o udoskonalanie samochodów. I jeśli akurat dany zespół przywiezie coś nowego na tor, ma na przykład inny plan dostarczania tych części, karty tasują się szybko i wyraźnie. Te małe różnice też pomagają. Dawniej dwie, trzy dziesiąte sekundy mogły nie dać nic, teraz można przeskoczyć o trzy rzędy na starcie, a to stawia w zupełnie innej sytuacji w wyścigu. Także jest to trochę zwariowany sezon, bardzo dobry, może nie jeśli chodzi o same wyścigi, ale o widowisko. Miejmy nadzieję, że my będziemy w stanie zawalczyć w ostatnich grand prix.

I mało, i dużo. Może metr, nie wiem.

To prawda. Niektórzy jednak twierdzą, że w F1 wszystko zależy od bolidu, ale ja mogę odbić piłeczkę, mówiąc, że gdyby tak było, to nie mielibyśmy takiego kierowcy, który jechał w ostatnich dwóch wyścigach (Kubica odwołuje się do fatalnych występów Luki Badoera, który w Walencji i Belgii zastąpił w Ferrari Felipe Massę - red.). Gdyby wszystko zależało od bolidu, zespoły nie walczyłyby ze sobą o danego kierowcę, tylko brałyby pierwszego lepszego.

No tak, ale jednak między kierowcami w padoku też są różnice. Oczywiście, jeśli dany bolid ma przewagę pół sekundy nad innymi, to większość zawodników z tej stawki tym autem by wygrywała. Ale jeśli walczymy później o setne czy dziesiąte sekundy, jeśli jest się w środku stawki albo na granicy miejsca na podium lub zwycięstwa, to rola kierowcy jest bardzo duża.

Jest sportem zespołowym.

Warto, ponieważ ściga się z najlepszymi kierowcami w najlepszych mistrzostwach na świecie. To jak dla piłkarza gra w finale Ligi Mistrzów. W tym finale wychodzi na boisko 22 piłkarzy, tu mamy 20 kierowców. Oczywiście nie jest to dokładnie to samo, przechodzi się przecież inną drogę. To nie jest tak, że w wyścigach jest tylko Formuła 1, GP 2 i Formuła 3, tych kierowców jest bardzo dużo. I tak naprawdę walka, droga zawodnika zaczyna się już od kartingu, od bardzo młodego wieku. Dostanie się do Formuły 1 jest ukoronowaniem lat pracy.

Najlepszy był sezon 2006, najgorszy 2007. Najmilej wspominam szczególnie początek 2006 roku, gdy byłem kierowcą testowym. I to mimo że praktycznie ciągle byłem na wyścigach albo na testach, nie bywałem tak naprawdę w domu, miałem zero odpoczynku i najwięcej czasu spędzałem w podróżach. A trudnych momentów było sporo. Szczególnie początek roku 2007 nie był łatwy.

Mogę powiedzieć wiele rzeczy, ale prawda jest jedna: dziś nie wiem, gdzie będę się ścigać. W najbliższym czasie parę rzeczy może się rozwiązać. Każdy chciałby, żeby to nastąpiło jak najszybciej. Zawsze jest lepiej wiedzieć, co będzie się robiło w przyszłości.

Sądzę, że byłem brany pod uwagę.

O kurczę...

Jeśli o tym, jak współpracuję z zespołem, wnioskowała na podstawie wypowiedzi, że jest mi obojętne, z kim będę się ścigał, to nie miała za dużo informacji na poparcie swojej tezy.

Wszyscy pracują na wspólne konto. Im lepszą pracę ja wykonam, tym lepiej dla mojej ekipy i dla mnie, i na odwrót. A wracając do mojego kolegi z zespołu, to wiadomo, że w Formule 1 we dwójkę się ścigamy i we dwójkę pracujemy dla teamu. Więc im lepiej będzie się spisywać mój partner, tym lepiej też dla mnie, jeśli chodzi o rozwój bolidu i poprawę jego osiągów.

Jestem szczęściarzem, ponieważ wykonuję pracę, którą kocham, jeżdżę, ścigam się. Dzielę pasję, hobby razem z pracą i to najlepsza mieszanka, jaka mogła mi się przytrafić.

@RY1@i02/2009/179/i02.2009.179.000.023a.101.jpg@RY2@

AFP/EASTNEWS

Robert Kubica

ALDONA MARCINIAK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.