Ekonomista, który stał się wyrocznią
W ruchliwym, zaniedbanym biurowcu-mrówkowcu, w którym Nouriel Roubini prowadzi swoją stronę internetową poświęconą agregatom ekonomicznym i komentarzom, jeden z młodych pracowników przykleił na ścianie artykuł z „New York Post” o szefie. Pod zdjęciem, przedstawiającym uśmiechniętego Roubiniego w rozpiętej koszuli, z przystojnymi młodymi kobietami po prawej i lewej ręce, widnieje podpis: „Playboy z NYU ostrzega: Koniec gospodarczego balu!”.
Jeszcze niedawno sformułowanie „ekonomista-playboy” byłoby żartobliwym oksymoronem. Mogłoby się znaleźć na listach satyryków obok takich określeń, jak „bezinteresowny zarządca funduszu arbitrażowego” czy (przed atakiem USA na Irak) „sprawny wywiad wojskowy”. Jednak - jakby na dowód, że uprawiający tę dziedzinę nauki należą do wąskiego grona beneficjentów światowej katastrofy gospodarczej - dzięki obecnemu kryzysowi pięćdziesięcioletni profesor New York University, ceniony ekonomista teoretyk, stał się nagle czymś w rodzaju znakomitości.
Profesor Roubini, autor jednej z pierwszych i najbardziej wnikliwych prognoz załamania finansowego i gospodarczego, ma ambiwalentny stosunek do zainteresowania jego osobą. Gdy Nick Denton, założyciel strony internetowej Gawker, jako pierwszy zwrócił uwagę na kontrast między publicznym wizerunkiem „Doktora Fatum” a jego „rozrywkowym” życiem prywatnym, Nouriel Roubini odpowiedział mu, przez Facebook, oświadczeniem: „Pracuję bardzo, bardzo ciężko, ale także cieszę się życiem... Parafrazując Seinfelda: jest w tym coś złego?”
Siedząc przy skromnym biurku w kącie biura, zorganizowanego na zasadzie otwartej przestrzeni, profesor Roubini mówi, że etykietka „playboy” to „charakterystyka rażąco nietrafna”. Zdarza się, że jest rozpoznawany na ulicy - ale przeważnie przez „oszołomów” i „kujonów”.
- Paparazzi na razie za mną nie chodzą - dodaje ze śmiechem, jakby kpiąc z samego siebie. Ma na sobie dżinsy i czarną kurtkę, a jego mocna opalenizna nie pasuje do ohydnej nowojorskiej pogody. - Jeszcze od nikogo nie usłyszałem: Ma pan wybitny umysł... umówimy się?
Jeszcze bardziej zależy mu na zdementowaniu pogłosek, jakoby był „permanentnym giełdowym niedźwiedziem” i że - jak zarzucił mu pewien krytyk - utrafił z prognozą na zasadzie zepsutego zegara, który mimo to dwa razy na dobę pokazuje prawidłowy czas. Na długo przed swymi „piętnastoma minutami” miał już intelektualne listy uwierzytelniające: tytuł doktora Uniwersytetu Harvarda, pracę na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Yale i dwa lata spędzone w Waszyngtonie w charakterze polityka - w tym jako starszy doradca Tima Geithnera, w owym czasie podsekretarza stanu w Departamencie Skarbu, a obecnie kandydata prezydenta-elekta Baracka Obamy na stanowisko sekretarza skarbu.
Profesor Roubini utrzymuje, że u podstaw jego ponurych prognoz legła analiza ekonomiczna, a nie ponure usposobienie (sam uważa się za pogodnego pragmatyka).
- Ten kryzys to nie jest przypadek Czarnego Łabędzia - mówi, nawiązując do książki Nassima Nicholasa Taleba o znaczeniu zjawisk skrajnych i niemożliwych do poznania. - To jest sprawa ogólnej bańki wierzytelności i kredytu w całej gospodarce... Jednak zawsze w środku bańki spekulacyjnej ludzie potrafią znaleźć uzasadnienie dla ceny aktywów.
Entuzjaści Nouriela Roubiniego - zwłaszcza w świecie biznesu, gdzie dziś panuje wysoki popyt na jego opinie - przytakują.
- Spośród wszystkich ekonomistów to on miał najwięcej racji - mówi finansista i filantrop George Soros. Zaś Lawrence Summers, przyszły szef Krajowej Rady Gospodarczej przy prezydencie Obamie, niegdyś najwyższy przełożony Roubiniego w Departamencie Skarbu, a zarazem doradca jego strony internetowej - powiedział jesienią: - Mocną stroną Nouriela jest to, że miał rację. Wiele zdarzeń, które przewidział, a które uważano za głupie wymysły, nastąpiło. Punkt dla niego.
Mohamed El-Erian, szef Pimco, kalifornijskiej spółki zarządzającej aktywami, określa Roubiniego jako „błyskotliwy umysł” i ulubionego partnera intelektualnych utarczek, który „nie boi się wchodzenia w dyskusję”. Uważa, że Roubini zyskał pierwszych zwolenników w środowisku inwestorów na początku obecnego dziesięciolecia, wraz ze wzrostem popularności jego strony internetowej RGE Monitor.
- Zaczął śledzić pętle negatywnej reakcji w gospodarce wcześniej i w szerszym zakresie niż którykolwiek ze znanych mi obserwatorów. - Pimco ceni go tak wysoko, że w 2004 roku spółka zaprosiła go na specjalne posiedzenie swego komitetu ds. inwestycji.
Mohamed El-Erian uważa „gotowość nieschematycznego myślenia” za jedną z mocnych stron profesora Roubiniego. To obrazoburstwo może być efektem jego biografii. Urodził się w Stambule, z irańsko-żydowskich rodziców. Zanim poszedł do szkoły, przenosił się z rodziną do Teheranu, potem do Tel Awiwu, by wreszcie w wieku pięciu lat osiąść w Mediolanie. W domu rozmawiał z rodzicami w języku farsi, w szkole z kolegami po włosku, podczas częstych wizyt w Izraelu, gdzie jego rodzice nadal mają dom - po hebrajsku, a w trakcie dalszej edukacji po angielsku. Obecnie ma obywatelstwo USA i mieszka w modnej części Nowego Jorku, w Tribeca. Nie ożenił się.
Mówi, że otrzymał wychowanie „prawdziwego międzynarodowego ekonomisty”. Jako „globalny nomada” (jego własne określenie) niemal wszędzie czuje się swobodnie - i nigdzie nie jest w pełni zasymilowany.
Taki punkt widzenia, połączony z młodzieńczym doświadczeniem życia w społecznościach przechodzących przemiany, pomógł mu dostrzec ciągłość między kryzysami wschodzących rynków, które analizował w „Bailouts or Bail-ins” - książce napisanej wspólnie z ekonomistą Bradem Setserem w 2004 roku - a problemami rysującymi się na horyzoncie w USA.
- To była niemal naturalna kontynuacja mojego zainteresowania rynkami wschodzącymi. Widziałem olbrzymie bliźniacze deficyty w USA, boom sektora mieszkalnego, ekscesy sektora prywatnego... Były w USA siły, które mogły kryzys odwlec, ale nie mogły mu zapobiec - mówi.
To jest dziś oczywiste - ale w czasach teorii końca historii Francisa Fukuyamy, wyjątkowości USA i tryumfalizmu wolnego rynku, poglądy Nouriela Roubiniego były zdecydowanie w mniejszości.
Chociaż jego dawni szefowie z Departamentu Stanu za administracji Clintona w przyszłym miesiącu wracają do Waszyngtonu, on twierdzi, że najlepiej odpowiada mu rola wyroczni-outsidera. Podobnie jak jego ojciec - importer dywanów - Roubini jest zapalonym przedsiębiorcą, jednakowo entuzjazmującym się perspektywami swej strony internetowej (z dumą mówi o 40 pracownikach w biurach w Hongkongu i Nowym Jorku) i ekonomią.
Gdy mowa o przyszłości, ostrzega, że 2009 rok będzie prawdopodobnie najgorszym rokiem: - Spodziewam się światowej recesji, i to bardzo ostrej.
Obiecuje jednak, że nie będzie wiecznym pesymistą. - W średnim okresie integracja Indii i Chin jest korzystna dla światowej gospodarki, a przypuszczam też, że USA dojdą do ładu ze swoim rynkiem. Może pewnego dnia doktor Fatum będzie mógł stać się doktorem Boomem.
Fot. Bloomberg
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.