Najczarniejszy dzień europejskiego kina
30 lipca 2007 roku odeszli Ingmar Bergman i Michelangelo Antonioni. Ich śmierć stała się symbolem głębokiego kryzysu, którego doświadcza obecnie kinematografia Starego Kontynentu.
Bergman i Antonioni to dwie ikony i dwie indywidualności europejskiego filmu, prawdziwi ojcowie głęboko autorskiego, artystycznego kina. Gdy ich zabrakło, wyraźniej widać niedostatki współczesnego kina Europy, które dawno przestało być konkurencją dla filmowych produkcji z obu Ameryk czy Azji. Brak indywidualności, odwagi i własnej tożsamości to główne problemy europejskiego filmu, który pogrąża się w jałowym artyzmie lub bezrefleksyjnie powiela hollywoodzkie czy azjatyckie wzorce.
Oczywiście nie znaczy to, że nie ma obecnie w Europie znakomitych reżyserów. Mamy przecież Wendersa, Almodovara, Herzoga, von Triera, Loacha, wschodzącą gwiazdę z Rumunii Cristiana Mungiu czy potwierdzającego ostatnio swą klasę w wielkim stylu Romana Polańskiego. Nade wszystko zaś mamy Austriaka Michaela Hanekego, który w pełni zasługuje na miano następcy Bergmana i Antonioniego, jako dysponujący własnym głosem, oryginalny i niezależny twórca o niebanalnym dorobku. Choć każdy z wymienionych zdołał w mniejszym lub większym stopniu zaznaczyć swoją obecność w światowej kinematografii.
Więc to na pewno nie brak talentu jest tutaj problemem. Co jest nim zatem? Oto temat dla poważnej analizy i debaty na europejskim forum.
@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.196.027d.001.jpg@RY2@
Kadr z "Siódmej pieczęci" Ingmara Bergmana
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu