Odcisk czarciej łapy
Dla Anglików czytanie opowieści grozy to doskonały sposób na poznawanie własnego kraju. Pójdźmy ich śladem
"Pan karmazynowy twarz miał posępną, a zarazem niespokojną (...). Spod krzaczastych łuków brwi oczy węgielne płonęły (...). Nos krzywy w hak zgięty. Sroga blizna przez śniady policzek biegnąca" - pod taką postacią ukazuje się bohaterowi opowiadania Jerzego Gierałtowskiego pierwszy spośród diabłów polskich, Boruta. Demoniczny szlachciura nie przypadkiem występuje tam pod nazwiskiem Łęczycki: to właśnie Łęczyca, a dokładnie rozciągające się wokół miasta bagna i rozlewiska Bzury, jest jego ojczyzną.
Bagna są już dawno osuszone, jednak przy odrobinie cierpliwości nietrudno odnaleźć miejsce, w którym toczy się akcja opowiadania "Karczma nad Bzurą". To okolice wioski Tum, sławnej z XII-wiecznej kolegiaty, będącej jednym z nielicznych na naszych ziemiach pomników architektury romańskiej. Na kamiennej ścianie jej południowej wieży zobaczyć można ślady palców Boruty. Niedaleko kościoła wznoszą się wały wczesnośredniowiecznego grodziska, które już niedługo będzie rekonstruowane, by stać się atrakcją turystyczną na wzór Biskupina.
Zaraz za Tumem droga na Mętlew omija dawne rozlewiska, potem zaś lekko wznosi się w górę. To tutaj właśnie miała stać karczma, w której jesienią 1769 roku doszło do spotkania Boruty-Łęczyckiego z dwoma innymi diabłami: pruskim Smętkiem i Dydkiem Smoleńskim z Rosji. Wszyscy trzej radzili nad rozbiorem Polski, który istotnie nastąpił trzy lata później. Austriackiego diabła w opowieści nie uwzględniono.
Gierałtowski opisuje mroczny okres ostatnich lat przedrozbiorowej Polski, wypełniony niszczącymi walkami konfederatów barskich z Rosjanami, przemarszami obcych wojsk, zarazą i głodem wśród chłopów. Te same lata są tłem napisanej sto lat wcześniej opowieści Władysława Łozińskiego "Zapatan". Jej tytułowy bohater to stylizowany na maga Cagliostro hrabia, Hiszpan albo Włoch, który z bliżej nieznanych powodów zabawił na dłużej we Lwowie. Lucyferyczny gość intryguje obywateli miasta, doprowadza do obłędu i śmierci przyjaciela narratora, wreszcie w finałowej scenie wylatuje w powietrze razem z domem, w którym się zatrzymał. Łoziński precyzyjnie podaje, gdzie zdarzył się ów wypadek: na wzgórzu za pałacem Jabłonowskich. Dziś w tym miejscu, przy placu Petruszewycza, znajduje się Pałac Estetycznej Edukacji Młodzieży.
Przeczuciem rychłego upadku państwa naznaczone jest też opowiadanie Wiktora Woroszylskiego "Białe robaki". Jego akcja toczy się późnym latem 1939 roku. Narratorem jest tu ordynans majora 76. pułku piechoty, któremu zawróciła w głowie napotkana w pociągu towarzyszka podróży. Piękna kusicielka okazała się demonem prowadzącym oficera do zguby w ponurym lesie przy trasie kolejowej Lida - Grodno. Dziś są to prawdopodobnie okolice białoruskiej stacji Mosty nad Niemnem. Tam, w odludnej i podejrzanej gajówce "gdzie bimber pędzą", rozgrywa się straszliwy i ekscytujący pojedynek seksualny majora-kobieciarza z chutliwą diablicą.
Kluczową sceną opowieści jest walka o duszę ofiary pomiędzy diabłem hitlerowcem Wurmem a poczciwym czartem Gmyrem, tutejszym, który ostatecznie decyduje się pomóc majorowi.
Miejsce akcji "Kościoła w Skaryszewie" Jarosława Iwaszkiewicza łatwo zidentyfikować: świątynia do dziś stoi w samym środku miasteczka. Jest październik 1942 roku (większość opowieści o diabłach toczy się jesienią), Żydów wywieźli już stąd hitlerowcy, do obozu trafił też proboszcz. Osamotniony wikary boryka się z własnym sumieniem: penitent, młody chłopak z lasu o pseudonimie Ryś, przyznał mu się, że z wyroku podziemia musi zastrzelić rzekomego zdrajcę. Ksiądz przekonany jest o niewinności stelmacha Alojza, ale wiąże go tajemnica spowiedzi. Aby ocalić duszę konspiratora, decyduje się sam wykonać wyrok. Na szczęście Ryś wiedziony pychą zbyt wcześnie ujawnia się księdzu jako szatański kusiciel. Rewolwer, którym wikary miał zgładzić Alojza, ostatecznie wypala w samego diabła.
Wątek samopoświęcenia księdza zabójcy zawiera też inne opowiadanie Iwaszkiewicza, "Matka Joanna od Aniołów", chyba najbardziej znane spośród polskich opowieści diabelskich. Inspiracją do jego napisania były autentyczne wydarzenia z 1634 roku - sprawa opętania zakonnic z francuskiego klasztoru w Loudun. Po Iwaszkiewiczu stała się ona tematem kilku innych wybitnych dzieł: noweli Aldousa Huxleya, sztuki teatralnej Johna Whitinga oraz opery Krzysztofa Pendereckiego. Sama "Matka Joanna" doczekała się też wersji filmowej w reżyserii Jerzego Kawalerowicza.
Akcję swojego opowiadania umieścił Iwaszkiewicz w klasztorze urszulanek w Ludyniu, na wschodnich kresach XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Ludyń jest nazwą fikcyjną, powstałą z połączenia nazw Loudun i Kadyń. Druga z tych miejscowości nazywa się dzisiaj Kadino i leży w Rosji w obwodzie smoleńskim, przy samej granicy z Białorusią.
Mimo że opowieść toczy się w epoce potęgi państwa, w jej narracji wyczuwa się mroczny klimat nadchodzących czasów niewoli. Nic dziwnego: opowiadanie powstało w 1942 roku.
@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.0007.001.jpg@RY2@
FOT. ŁUKASZ MIECHOWICZ/REPORTER
Z wieżami łęczyckiego tumu wiąże się najwięcej diabelskich wątków w polskiej literaturze
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu