Sznycel nie oczekuje
"Koszer macher" to egzotyczna wyprawa w świat smaków, których nie sposób zapomnieć
Chronicznie nie znoszę programów o gotowaniu. Nie tylko dlatego że uświadamiają mi za każdym razem, jak bardzo jestem nieutalentowany kulinarnie. Nie działają na mnie ani gawędy Roberta Makłowicza, ani uśmiech Jamiego Olivera, który przekonuje, że każdy może gotować, o ile tylko w kuchni ma wyposażenie godne armii Stanów Zjednoczonych, ani nawet - znacznie ładniejszy - uśmiech Nigelli Lawson smażącej snickersa, co wydaje mi się przede wszystkim najprostszym sposobem, by z radością oczekiwać zawału serca. I gdy twórcy "South Parku" w jednym z odcinków bezlitośnie masakrowali celebrytów kuchni, naprawdę czułem złośliwą satysfakcję.
A jednak na "Koszer macher" dałem się skusić. Po pierwsze dlatego, że chyba nigdzie nie jadłem tak dobrych rzeczy jak w Izraelu, gdzie wpływy kuchni żydowskiej, orientalnej i śródziemnomorskiej zaowocowały niepowtarzalną mieszanką smaków. Po drugie lubię warszawską knajpkę Tel Aviv, a jej założycielka Malka Kafka jest również gospodynią "Koszer macher". I - jak podkreśla - nie będzie przedstawiać wyłącznie przepisów kuchni żydowskiej, ale przepisy koszerne. Znajdzie się więc miejsce także na specjały arabskie i północnoafrykańskie. Na dodatek niekonieczna będzie wyprawa do sklepów z orientalną żywnością - potrawy pokazywane w "Koszer macher" można przygotować z tego, co dostaniemy w osiedlowym sklepie. Nie trzeba gastronomicznych cudów, by przygotować pijanego arbuza czy rybę po marokańsku.
Jednak nie tylko przepisy na rozmaite pyszności zatrzymają mnie przy "Koszer macher" na dłużej. Jeśli irytują was telewizyjni kucharze, których osobowość jest większa niż weselny obiad dla dwustu osób, polubicie Malkę Kafkę. Jest naturalna, bezpretensjonalna, chwilami wydaje się nieco stremowana nową rolą, ale potrafi przekuć to w atut. "Koszer macher" to nie show dla tych, którzy chcą zostać nową boginią w kuchni albo "naked chefem". To program dla wszystkich, którzy chcą gotować inaczej niż do tej pory. I wcale nie wydaje się to trudne.
Jest szansa, że nawet jeśli ktoś trafi na "Koszer macher" przypadkiem, da się skusić na koszerną kuchnię. To przecież nie kwestia wyznania czy ideologii. To przede wszystkim kwestia dobrego i zdrowego jedzenia.
I może w końcu na hasło "kuchnia żydowska" przestanie nam przychodzić na myśl wigilijny karp z rodzynkami i migdałami albo - w najlepszym przypadku - nieśmiertelna kwestia z "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz": "Isaak, ty kończ tę rozmowę, na ciebie sznycel oczekuje".
A Nigella niech dalej smaży snickersy.
@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.005a.001.jpg@RY2@
FOT. KUCHNIA.TV; ALE KINO; MARCIN SMULCZYŃSKI/SE/EAST NEWS
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu