Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie wstydzić się odmienności

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Ciekawa hybryda - gejowskie kino familijne. Film z nieprawomyślną tezą, który został zrealizowany tak, jakby był jednym z odcinków serii "Okruchy życia"

Film trafia na polskie ekrany trzy lata po światowej premierze. Chociaż nie jest to pozycja, którą bezwarunkowo trzeba obejrzeć - warto, bo ciekawie wpisuje się w zmiany dotyczące sposobów opisywania obyczajowości w kinie.

Przez wiele lat kino gejowskie kojarzyło się przede wszystkim z produkcjami niezależnymi. Od czasu do czasu pojawiały się mainstreamowe produkcje w rodzaju "Filadelfii" Jonathana Demmea. Jednak najważniejsze filmy tego nurtu były z reguły radykalnymi, nierzadko odważnymi formalnie manifestacjami tożsamości homoerotycznej. "Śniadanie ze Scotem" to dobry przykład ewolucji w tej dziedzinie. Chodzi już nie o walkę, nie o barykady, ale o pokazanie własnej wersji losów i wyborów: w większym stopniu życiowych niż seksualnych.

Niestety to, co w Kanadzie jest czymś zwyczajnym, w Polsce wciąż ogląda się z szeroko otwartymi oczami. Jeśli chodzi o styl realizacji, "Śniadanie ze Scotem" odwołuje się do estetyki seriali telewizyjnych. Za to interpretacyjna wykładnia filmu prowokuje do dyskusji.

Gejowska, dziwnie przy tym aseksualna para. Erik grał kiedyś w hokeja, dzisiaj jest prezenterem telewizyjnym; jego partner Sam prawnikiem. Żyją w miarę szczęśliwie, nikomu nie wchodzą w drogę, trochę się kamuflują - chociaż i tak wszyscy o ich związku wiedzą. Wskutek mocno skomplikowanego zbiegu okoliczności pod ich skrzydła na jakiś czas trafia osierocony przez matkę 11-letni Scot. Chłopiec różni się od rówieśników. Głośno śpiewa w wannie, ma pokaźny zestaw kolczyków i bransolet, kolorowe ciuszki i niewyparzony język. W przeciwieństwie do opiekunów nie wstydzi się odmienności. Podświadomie czuje, że musi być sobą. Zaraża entuzjazmem Erika i Sama.

Widz czuje empatię, niezależnie od poglądów dotyczących sfery seksualności, oglądając sympatycznych, urodziwych bohaterów z kradnącym filmowy show fenomenalnym dzieckiem Noahem Bernettem na czele. Zarówno do świadomego inności malucha, jak i pełnej wewnętrznych rozterek pary jego opiekunów. W tym sensie bezpieczne i konwencjonalne kino z Kanady spełnia ważne zadanie, uczy inności.

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.026b.001.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.