Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zastrzelona przez PiS?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Sylwester Latkowski, spec od sensacyjnych reportaży, wziął na warsztat sprawę śmierci Barbary Blidy. Z lepszym niż zazwyczaj skutkiem, choć nie unikając uproszczeń

Przypomnijmy: Blida, posłanka SLD i minister budownictwa w rządach Waldemara Pawlaka, Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza, zmarła w wyniku postrzału podczas aresztowania przez ABW w swoim domu w Siemianowicach Śląskich. Okoliczności jej śmierci do dziś nie zostały wyjaśnione - czy było to samobójstwo, czy przypadkowy postrzał w wyniku szarpaniny z funkcjonariuszką agencji. Zatrzymanie było wynikiem śledztwa prowadzonego w sprawie podejrzenia o korupcję w związku z tzw. aferą węglową. Nad wyjaśnieniem wszystkich okoliczności związanych z tragicznym zgonem posłanki pracuje sejmowa komisja śledcza.

To historia wymarzona dla Latkowskiego, autora poszukującego kontrowersyjnych tematów i chętnie sprzedającego publicystyczne tezy pod płaszczykiem filmu dokumentalnego. Tak było w przypadku słynnych "Blokersów", poświęconej nielegalnym walkom "Klatki" czy ostatniego filmu "Zabić Papałę". Nie inaczej wygląda to w przypadku "Blidy", choć zawarte w filmie tezy lansowane są w nieco mniej nachalny niż zazwyczaj sposób.

Film składa się z zapisu rozmów z najbliższymi posłanki, mężem Henrykiem, synem Jackie, oraz z zaangażowanymi w sprawę prokuratorami i politykami, a nawet z Barbarą Kmiecik, śląską bizneswoman, której zeznania miały pogrążyć Blidę. Drugą warstwę filmu stanowi fabularyzowana rekonstrukcja feralnych zdarzeń, w której w rolę Blidy wcieliła się Adrianna Biedrzyńska. Można by go nazwać rzetelnym reportażem, gdyby nie właściwa twórczości Latkowskiego cecha - lansowania z góry narzuconej tezy. Łatwej zresztą do przewidzenia: autorzy filmu pośrednią odpowiedzialnością za śmierć Blidy obarczają jej politycznych przeciwników z PiS. Zwietrzyć tu można wręcz sugestię PiS-owskiego spisku - z punktu widzenia wymogów obiektywizmu równie niedorzeczną jak bajania o wszechobecnym układzie.

Mniejsza jednak o polityczną wymowę dzieła, równie irytujące co niegodne dokumentalisty jest granie emocjami dotkniętych tragedią bliskich posłanki. Podpuszczanie Henryka Blidy, by wyciągnąć zeń wyznania dotyczące tęsknoty za zmarłą żoną, wydało mi się po prostu zwyczajnie obrzydliwe.

@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.005a.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.