Filmy jak wiersze
Turecki reżyser nagrodzonego Złotym Niedźwiedziem filmu "Miód" Semih Kaplanoglu w kinie poszukuje kosmicznej harmonii
Semih Kaplanoglu: To, że nie wyrażają uczuć słowami, oczywiście nie oznacza, że nie odczuwają. Spędziłem trochę czasu we wsiach, w których kręciliśmy "Miód", obserwując tamtejsze życie. Zwłaszcza w porze zbiorów herbaty ogromnie intensywne jest tempo pracy, wszyscy są przemęczeni, ciągle walczą z naturą. To czyni ich bardziej milczącymi. Życie tradycyjne nie daje możliwości luzu - ciągle trzeba coś robić. Z drugiej strony jest moja koncepcja filmu, sposobu, w jaki chcę opowiedzieć historię. Nigdy nie piszę dialogów w scenariuszu - brakuje mi takiego talentu. Jestem obserwatorem, prowadzę dialog z przedmiotami. I wciąż mam wątpliwości, czy rozmowa w ogóle ułatwia porozumienie między ludźmi.
Bez wątpienia w moich filmach jest poezja - to pewien akt sprzeciwu wobec języka, ponieważ powiększa przestrzeń między słowem a przedmiotem. Jestem poetą, choć teraz nie piszę. Swoją sztukę filmową tworzę tak, jakbym pisał wiersz.
Ten chłopiec, naturszczyk, ma zupełnie przeciwny charakter do Yusufa: to towarzyskie, żywe, rozmowne dziecko. Ale dla mnie najważniejsze było, żeby go potraktować jak dojrzałego aktora, darzyć go szacunkiem. Powiedziałem mu dokładnie, co będziemy robić, i powoli wprowadzić go w ten nastrój. Dziecko sześcioletnie ma już w sobie wszystkie potrzebne emocje, które uzewnętrzniają się w konfrontacji z odpowiednią sytuacją. Jest scena, w której Yusuf dowiaduje się o śmierci ojca - żeby stworzyć to uczucie, spytałem go, czego bałeś się najbardziej w swoim życiu? Powiedział mi, że jego ojciec miał zawał i leżał na intensywnej terapii. Mały obserwował lekarzy podchodzących do innych czekających i obwieszczających im śmierć najbliższych. Bał się, że do nich też podejdzie lekarz z taką wiadomością. Porozmawialiśmy o tym strachu i poprosiłem go, by pokazał, jak się wtedy czuł. Każdą scenę budowaliśmy w ten sposób - sięgając do jego własnych doświadczeń emocjonalnych.
Każdy reżyser musi stworzyć pewną konstrukcję czasu i to, w jaki sposób to robią, odróżnia ich od siebie. Dlatego w swoich filmach staram się zbliżyć czas do czasu kosmicznego - pokazać nie tylko czas linearny, ale cały trwający czas wszechświata. W ten sposób można pokazać religijność i duchowość człowieka.
Chodzi o tradycje duchowości, o tradycyjnie pojmowaną kulturę. Człowiekowi wydaje się, że może się tłumaczyć przez samego siebie, ale to nieprawda - definiuje się w szerszym kontekście wszechświata. Cała filozofia, sztuka, cała głębia duchowości umiera, kiedy człowiek odcina się od tych korzeni. Dlatego dla mnie tak pojmowana tradycja jest bardzo ważna. Po to robię filmy, by połączyć teraźniejszość z tradycją.
@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.029b.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu