Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Martwe dusze, martwe mewy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Są samotni, zgorzkniali, przegrani. Przeżywają tylko niespełnione ambicje, miłości, cierpienie. Żyją obok siebie, nie walczą o zmiany. Właśnie o takich ludziach jest "Mewa" w reżyserii Glińskiej

Nie ma jeziora, dworu Sorina, kumkania żab, krzyku mew. Kilka krzeseł, scena Trieplewa, leżaki, sofa. Całą inscenizację charakteryzuje scenograficzny minimalizm - uwagę mamy skupić na galerii Czechowowskich postaci, śledząc ich najmniejsze nawet gesty i rzucone mimochodem słowa.

"Komedia, trzy role żeńskie, sześć męskich (...), dużo rozmów o literaturze, mało akcji, pięć pudów miłości" - tak swój dramat zapowiadał autor. W istocie, osią sztuki są miłosne relacje - kocha tu każdy, i każdy niewłaściwą osobę. Zakompleksiony nauczyciel Miedwiedienko - Maszę. Ta - początkującego pisarza, który hołduje nowym formom w sztuce Trieplewa. Trieplew - marzącą o aktorskiej sławie Ninę, ona - beletrystę Trigorina. Trigorina kocha też aktorka Arkadina, a matka Maszy Polina lekarza Dorna - ten jednak nie chce się zdecydować. Ci nieszczęśliwcy i nadwrażliwcy pewnego lata zostają wrzuceni do jednej klatki - salonu-dworu ziemianina Sorina.

Chociaż spektakl ani na chwilę nie traci rytmu i dynamiki, Glińska bada swoich bohaterów uważnie. Demaskuje ich pustkę, kompleksy i umiejętność, którą dopracowali w sobie do perfekcji - niebrania udziału w życiu. Za nerwowym śmiechem ukrywają wstyd za swoją bierność.

Taka jest aktorka Arkadina Joanny Szczepkowskiej - trochę szpanerka, trochę kabotynka, kiedy twierdzi, że może zagrać nawet piętnastkę. Wyniośle i szerokim gestem podkreśla swoją gwiazdorską pozycję, nie waha się jednak prosić kochanka Triogorina, by nie uciekał do młodziutkiej Niny. Patrycja Soliman jako Masza gra więcej niż w tę rolę wpisano - dumna, wyprostowana jak struna w czarnej, idealnie skrojonej sukni z lekceważeniem, ironicznie się uśmiechając, patrzy na gości dworu. Pod maską obojętności kryje jednak katującą ją samotność, ma nieobecne oczy. Znakomita jest też Nina Dominiki Kluźniak - zwłaszcza w ostatnim akcie, kiedy przegrana pojawia się we dworze. Nie jest już wtedy niepoprawną marzycielką, tylko kobietą okrutnie doświadczoną przez życie - nie zadebiutowała przecież w Moskwie, Trigorin się nią szybko znudził i straciła dziecko. Jest jak zestrzelona niegdyś przez Trieplewa mewa. Ale śmieje się z tego - to jej broń, sposób, by ogrywać upadek na dno. Zaszła przecież dalej niż Trieplew (Modest Ruciński), bo ten zatrzymał się w buncie, w nowoczesnym pisarstwie nie może zrobić kolejnego kroku, dlatego popełni samobójstwo. Jakby Glińska mówiła: "Popatrzcie, idealnie odgrywają swoje role i tak bardzo są nienaturalni, że nienaturalność stała się ich normalnością, już nie potrafią inaczej". Nawet kiedy grają w loteryjkę, ogarnia ich marazm, nie walczą, nie rywalizują. Są nieobecni.

Mężczyzną, który jako pierwszy okazał Maszy jakieś uczucie, był Konstanty Trieplew, dlatego uznała go za przewodnika.

Borys Trigorin otworzył przed nią drzwi do wielkiego świata. Dojrzały, mądry, imponował jej. A ona pomyślała, że jest dla niego ważna i być może stanie się inspiracją do stworzenia kolejnej bohaterki jego powieści - dziewczyny, która mieszka nad jeziorem i jest wolna jak mewa. Zawsze marzyła, by być czyjąś muzą. Zbudowała w głowie własną legendę - aktorki, która miała romans ze słynnym pisarzem i straciła dziecko.

Agnieszka Glińska jest w tym spektaklu wierna literom tekstu. Szanuje nawet to, co Czechow napisał w didaskaliach. Czyta "Mewę" najprościej, jak się da, nie zatrzymuje się w połowie drogi, drąży każdy szczegół. Nie ma współczesnych akcentów, bo po co? Czechow w zupełności wystarczy.

@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.0039.001.jpg@RY2@

FOT. JACEK DOMIŃSKI/REPORTER

Agnieszka Michalak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.