Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Imperium trwa, póki trwają jego okręty

3 lipca 2018

Ciężkie triremy i śmigłe liburny zdobyły dla Rzymu Morze Śródziemne

Milazzo to pasmo stromych skał wcinających się w lazurową toń Morza Tyrreńskiego. Długi i wąski półwysep jest często nawiedzaną częścią Sycylii: leży niedaleko drogi z Messyny do Palermo, stąd też rusza prom na Wyspy Liparyjskie. Miejsce to, jakby stworzone do relaksu, odegrało jednak znaczącą rolę w burzliwej historii świata: to tutaj narodziła się morska potęga cesarstwa rzymskiego. 260 lat p.n.e. na otaczających skały wodach rzymskie okręty stoczyły wygraną bitwę z flotą Kartagińczyków. Zwycięstwo pod Mylae (starożytne Milazzo) otworzyło Rzymowi drogę do śródziemnomorskich portów i sprawiło, że energiczna republika przekształciła się w imperium.

Do czasu bitwy pod Mylae rzymscy żołnierze, niezwyciężeni w lądowym boju wręcz, okazywali się nieprzydatni w walkach morskich. Zazwyczaj po prostu tonęli na statku taranowanym przez nieprzyjaciela, zanim doszło do bezpośredniego bojowego kontaktu. Tym razem na statkach umocowano tzw. kruki, czyli ciężkie pomosty spuszczane na nieprzyjacielskie jednostki. 120 Rzymian, błyskawicznie wbiegając po kruku na kartagiński statek, bez trudu mogło pokonać jego 50 obrońców.

O zwycięstwie zadecydowało też obsadzenie Grekami kluczowych stanowisk na okrętach. Grecy w odróżnieniu od Rzymian morze mieli we krwi, w dodatku nie cierpieli Kartaginy, w której widzieli rywalkę w dominacji nad Morzem Śródziemnym. Nie mogąc pokonać jej sami, z ochotą zrobili to pod wojennymi znakami Rzymu.

Rzymskim odpowiednikiem XX-wiecznego krążownika była triremia, czyli okręt z trzema rzędami wioseł po każdej z burt. Okręty wojenne republiki i cesarstwa poruszane były siłą mięśni wioślarzy. Rzędy stanowisk galerniczych umieszczono pod pokładem, jeden nad drugim. Najwyższe wymagały użycia najdłuższych wioseł, obsadzane więc były najsilniejszymi niewolnikami. Taki okręt parł do przodu jak czołg, jednak mógł płynąć tylko wzdłuż brzegu, ponieważ niewolników trzeba było na noc wysadzać na ląd dla odpoczynku.

Po zwycięstwie nad Kartaginą rozpuszczono większą część floty. Niebawem jednak na niekontrolowanych odcinkach wybrzeża rozpanoszyli się piraci, których dopiero z dużym wysiłkiem pokonała nowa flota cesarstwa, opierająca się na znacznie lżejszych od trirem liburnach.

Statki handlowe Rzymian, w odróżnieniu od ich okrętów wojennych, poruszane były siłą wiatru. Żaglowce płynęły wolniej: podróż z Ostii, portu miasta Rzymu, do egipskiej Aleksandrii trwała aż trzy tygodnie, i to przy dobrej pogodzie. Mogły za to przecinać wzdłuż i wszerz śródziemnomorski akwen, dowożąc do stolicy z krańców imperium zboże, tkaniny, wino i oliwę w wielkich dzbanach. To one w znacznej mierze decydowały o życiu codziennym dwumilionowego miasta. Z ich też powodu Rzymianie mogli z dumą nazywać Morze Śródziemne po prostu "nasze morze" (mare nostrum).

Morska penetracja cesarstwa sięgała daleko poza Cieśninę Gibraltarską, na otwarty ocean. Wiemy na pewno, że Rzymianie znali całe wybrzeże Wysp Brytyjskich, łącznie z Orkadami i jeszcze dalszymi Szetlandami. Flota synów Wilczycy Kapitolińskiej dopłynęła też do oddzielającej dzisiejszą Danię od Szwecji cieśniny Kattegat, "dokąd nigdy jeszcze nie dotarł żaden Rzymianin".

Stamtąd tylko jeden krok do Bałtyku. Niestety nic nie wiemy o tym, by po Morzu Bałtyckim miały pływać rzymskie liburny. Jeżeli krążyły tam wówczas wojenne okręty - były to okręty germańskie.

Zdobycie Rzymu przez Wizygotów w 410 r. nie oznaczało zupełnego upadku miasta: choć jego blask znacznie przygasł, życie toczyło się, dopóki dopływały tam statki ze zbożem. Miasto opustoszało dopiero w połowie VI wieku, kiedy to wojny z barbarzyńcami uniemożliwiły funkcjonowanie szlaku, którym zboże od zawsze płynęło szerokim strumieniem z sycylijskich pól do portu w Ostii. Rzymski lud, trwale pozbawiony chleba, porzucił wówczas miasto nad Tybrem, a pomniki Forum Rom

@RY1@i02/2010/207/i02.2010.207.196.0007.101.jpg@RY2@

fot. corbis

Statki kaliguli | wtorek | Planete, godz. 10.15

Dokument produkcji USA jest próbą odtworzenia dziejów dwóch starożytnych statków, których wraki odkryto podczas osuszania jeziora Nemi na południe od Rzymu. Należały one do Kaliguli, szalonego i okrutnego cesarza. Wystrój statków urządzono z wielkim przepychem: zamiast drewnianych pokładów były tam marmurowe posadzki, a na jednym z nich urządzono nawet pływającą świątynię.

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.