Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Bolzano, Werona i Dolomity

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Mirosław Godlewski: po kontuzjach przesiadłem się na snowboard

Szklarska Poręba, Harrachov, Tyrol, Madonna di Campiglio - prezesi wielkich polskich firm polecali czytelnikom DGP swoje ulubione miejsca na narty. Dziś opowiada prezes Netii Mirosław Godlewski.

Od ośmiu lat zdecydowanie snowboard. Po kilku wypadkach i zerwaniu więzadeł krzyżowych myślałem o zerwaniu ze sportami zimowymi. Zgodnie z podpowiedzią kogoś, kto miał podobne problemy, przesiadłem się na deskę snowboardową. I to jest dopiero frajda! Narty carvingowe dostarczają dziś może podobnych wrażeń, ale już nie chcę ryzykować. A poza tym obie moje córki też jeżdżą na desce...

Zdecydowanie tak. Z rodziny już tylko żona jeździ na nartach, ale wspólnie pracujemy nad nią. Obiecała, że w przyszłym sezonie pouczy się jazdy na snowboardzie.

Niestety, musiałem odpuścić, bo jestem po kolejnej operacji kolana. Tym razem były to skutki gry w koszykówkę.

Mieliśmy już zaplanowany wyjazd, zanim okazało się, że koliduje on z terminem operacji. Od wielu lat jeździmy do Włoch, w Dolomity. Tym razem miało być podobnie. Najbardziej lubimy Val Gardenę i kilka miejscowości w tamtej okolicy. Są tam świetne warunki narciarskie i zazwyczaj fantastyczna pogoda.

Jeśli ktoś ma duże wymagania, to może są lepsze miejsca. Ważne są jednak i inne walory, nie tylko narciarskie. Nam Włochy, pomimo zimy, zawsze kojarzą się ze słońcem. Lokalna kultura, lokalne jedzenie, włoski język, miłe, rodzinne traktowanie dzieci - to też bardzo się liczy.

Powiem szczerze, że nie. Zakochaliśmy się z rodziną we Włoszech, od ośmiu lat jeździmy w to samo właściwie miejsce i już pewnie tak zostanie. Val Gardena jest bardzo malownicza. Za każdym razem wybieramy inne miejscowości. Bardzo przyjemne są Santa Cristina, Ortisei oraz Moena i niewielkie Falcade, leżące w sąsiedniej dolinie. Moena ma wszystko, czego potrzeba: knajpki, sklepiki, nawet lokalny teatr.

Ponieważ żona wciąż jeździ na nartach, staramy się wybierać miejsca, które są dobre zarówno do jeżdżenia na nartach, jak i na desce. Nie jest to już jednak takie trudne, bo właściwie wszędzie są snow-parki, pierwotnie budowane z myślą o snowboardzistach, ale dziś wykorzystywane także przez narciarzy. Lubię także, aby była możliwość zboczenia troszkę i pojeżdżenia w świeżym puchu. To prawdziwa frajda.

Obserwacja córki, która coraz lepiej sobie daje radę na desce. Zwroty, skoki, wspólna, równoległa jazda. To najlepsze wrażenia.

Rynek w Bolzano. Po porannych jazdach usiąść sobie tam po południu, jak świeci słoneczko, wypić kawę - sama przyjemność. Niesamowite, że w górach może być minus 10 stopni Celsjusza, czasami silny wiatr, a na rynku w Bolzano - ciepło i przytulnie. Warto też w drodze powrotnej do domu zajrzeć np. do niedalekiej Werony. To jest prawdziwy urok Włoch.

@RY1@i02/2010/045/i02.2010.045.186.0012.001.jpg@RY2@

Fot. Valgardena.it

@RY1@i02/2010/045/i02.2010.045.186.0012.002.jpg@RY2@

Fot. Archiwum prywatne

Mirosław Godlewski, prezes Netii

, prezes Netii

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.