Dziennik Gazeta Prawana logo

Intratne niebezpieczeństwo

28 czerwca 2018

Zimowe igrzyska coraz bardziej ekstremalne. Liczy się oglądalność

Dla Polaków symbolem tych igrzysk będzie prawdopodobnie uśmiech Adama Małysza albo Justyny Kowaczyk. Jednak dla Szwedów - upadająca na twarz Anja Paerson. A dla Gruzinów - umierający na torze saneczkowym Nodar Kumaritaszwili. "Szybciej, wyżej, mocniej" - motto olimpiady w Vancouver osiągnęło granicę karykatury. W imię lepszej oglądalności. - Zimowe igrzyska zawsze miały w swoim pro- gramie bardzo niebezpieczne dyscypliny. Ale z turnieju na turniej jest pod tym względem coraz gorzej. Dlaczego? Nadawcy kierują się oglądalnością, a oglądalność jest nakręcana przez niebezpieczeństwo - mówi David Wallechinsky, historyk olimpizmu.

Większość tras i torów musiała być szybsza i wyższa niż na ostatnich zimowych igrzyskach w Turynie. Według niektórych działaczy to właśnie jeden z elementów postępu w sporcie. W USA, największym i najważniejszym dla MKOl rynku, większość widzów oglądających zmagania sportowców w Turynie miała więcej niż 40 lat. Reklamodawcy nie byli zachwyceni, więc trzeba było coś zmienić. Najlepiej wymyślić pociągające motto i potraktować je śmiertelnie poważnie. - Tworzenie coraz bardziej ekstremalnych i szybkich tras wiąże się z próbą ściągnięcia przed telewizory młodszej publiczności - mówi DGP Marta Lesiewska z Polskiego Stowarzyszenia Freeskiingu. Podobnego zdania jest Bill Marolt z Amerykańskiej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej: MKOl chce uczynić olimpiadę bardziej atrakcyjną, kolorową i ekstremalną, aby osoby w przedziale wiekowym 15 - 35 lat nie ziewały podczas tradycyjnych zjazdów i podjazdów. To byłby prawdziwy postęp.

W Vancouver na 15 dyscyplin aż 10 wymaga noszenia specjalistycznego kasku. Ale czasami nawet i on nie pomaga. Kumaritaszwili, zanim podczas sesji treningowej wypadł z toru i uderzył w stalowy filar, jechał z prędkością ponad 140 km/h. Nieco wcześniej reprezentant Niemiec ustanowił nieoficjalny rekord świata na olimpijskim torze saneczkowym - 154 km/h. "Wow! That was fast!" - krzyczał kanadyjski komentator. Publiczność też była podekscytowana. - Kiedy po raz pierwszy wszedłem na ten tor, pomyślałem: kurczę, ktoś się tu zabije - powiedział w wywiadzie dla NBC Amerykanin Tony Benshoof. Australijka Hannah Campbell-Pegg była bardziej dosadna: - Organizatorzy przesadzili. Czy jesteśmy lemingami? Albo manekinami w crash testach?

Okazało się, że tor ma większy spadek od tego w Turynie, jest węższy i posiada zakręt, o którym zawodnicy mówią "fifty-fifty" - takie jest bowiem prawdopodobieństwo, że wyjedziesz z niego na sankach. - Każdy tor budowany od czasów Calgary musi być szybszy. Co cztery lata przesuwamy granice. Doszliśmy do kresu - dodał Benshoof.

Szybciej, wyżej i mocniej niż w Turynie było również na trasie zjazdu. Jedna z faworytek, Szwedka Anja Paerson, nie mogła ustać prawie 60-metrowego skoku. Jej trener zdziwił się, gdy zobaczył, że jego podopieczna może chodzić. Niby wypadki przy prędkości blisko 100 km/h na godzinę mogą zdarzyć się każdemu, ale Francuzka Marion Rolland, która w tym samym konkursie zerwała więzadła w lewym kolanie, powiedziała, że organizatorzy nie patyczkowali się przy projektowaniu trasy. A co tam. Powtórki z ich upadku można było zobaczyć w serwisach sportowych na całym świecie.

Nie było przebacz również w snowboardcrossie (cztery osoby mkną jednocześnie po trasie pełnej zakrętów, muld i nawrotów). Zawodnicy podczas zjazdu aż 30 proc. czasu spędzali w powietrzu. Nie wszyscy byli w stanie to wytrzymać. Również zakręty okazały się za trudne dla kilkunastu olimpijczyków, m.in. faworytki Lindsey Jacobellis. - Przynajmniej nikt nas stąd nie ściągał na noszach - westchnęła Amerykanka.

Kolejne biegi wyglądały podobnie: startowała czwórka, po 100 metrach zostawała już trójka, po 500 liczyła się tylko dwójka, a do mety dojeżdżała osoba, która po prostu się nie przewróciła. Dużo wypadków, szybkość, śmigający w powietrzu ludzie - publiczność była zadowolona. Do tego wyluzowani sportowcy w spodniach imitujących szerokie dżinsy, a w tle muzyka elektroniczna i trochę rapu. Miła przeciwwaga dla nadętej ceremonii otwarcia igrzysk.

Snowboardcross zadebiutował na olimpiadzie cztery lata temu. Musiał zadebiutować. Liczba kontuzji w tym sporcie jest mniej więcej dwa razy większa niż liczba zawodników. W ostatnich pięciu latach dwóch zawodowych snowboardzistów zmarło, jeżdżąc cross. Tegoroczna złota medalistka Maelle Ricker podczas biegu finałowego w Turynie została helikopterem zabrana do szpitala. Jednak wypadki to jedno, podziw dla tego, któremu się udał podwójny spin, drugie.

Kilkanaście lat temu zdali sobie z tego sprawę szefowie stacji ESPN, którzy stworzyli tzw. X Games, czyli zawody sportów ekstremalnych, odbywające się co roku zimą i latem. Z nagrodami, medalami, logo i wszystkim tym, co decyduje o świetnej, masowej zabawie. Dziś Winter X Games to społeczny fenomen i sportowy hit w Stanach. - To zawody, które dostosowują się do oczekiwań młodego odbiorcy. Jeśli chodzi o oglądalność, w niektórych latach w USA miały większą widownię niż zimowe igrzyska. W internecie, na ipodach czy w serwisach typu YouTube X Games bije rekordy popularności. Ich widownia to świetna grupa docelowa dla reklamodawców. Młoda, aktywna na rynku - uważa Lesiewska.

MKOl nie mógł pozostać obojętnym wobec tego zjawiska. Kilka najbardziej widowiskowych olimpijskich dyscyplin, snowcross, halfpipe czy skicross, zostało rozpropagowanych właśnie na WXG i przeniesionych (nie zawsze w identycznej formie) z tego turnieju na igrzyska. Shaun White, jeden z najlepszych amerykańskich snowboardzistów, zaczynał na WXG w wieku 12 lat. Dziś jest multimilionerem. Na jednym z wieżowców na Times Square można zobaczyć wielki plakat z cieniem Whitea i białą górą w tle. Obok napis: "Wyjechałem do Vancouver". Przedwczoraj, fruwając, obracając się w powietrzu, robiąc swojego McTwista 1260, zdobył tam złoto. - Zimowe igrzyska olimpijskie wciąż są dosyć daleko od Winter X Games, jednak widać już pierwsze zmiany. W tegorocznych WXG występowało ponad 40 sportowców, którzy startują w Vancouver - mówi Lesiewska.

Jeszcze w Salt Lake City Winter X Games były dla władz MKOl zbyt "cool". Przybijanie sobie piątki, szerokie spodnie, kultura używek i ulicy wydawała się dla nich zbyt niepoważna na tak dostojną imprezę jak olimpiada. - Miliardy ludzi na całym świecie oglądają igrzyska, a X Games to tylko amerykański fenomen, który istnieje, aby podbić oglądalność telewizji. A igrzyska mają zdecydowanie wyższe cele: sprawić, aby na świecie było więcej pokoju - wyrecytowała w 2002 r. Anita DeFrantz z MKOl.

Ale już w Turynie występy weteranów WXG okazały się medialnym hitem. To samo dzieje się w Vancouver. Na następnej zimowej olimpiadzie w Soczi ekstremalnych, niebezpiecznych, ale i widowiskowych dyscyplin może być jeszcze więcej. - Podniosły się głosy, aby wprowadzić na igrzyska również narciarski halfpipe. Postulują za tym głównie federacje kanadyjska i amerykańska, które przygotowują kadry gotowe startować w tych konkurencjach - twierdzi Lesiewska. - MKOl nie podjął jeszcze decyzji, czy zobaczymy narciarski halfpipe w Soczi.

Dla sponsorów przyswajanie dyscyplin dominujących na WXG przez zimowe igrzyska to strzał w dziesiątkę. Według Lesiewskiej ostatnie badania wykazały, że narty przeznaczone do snowparku, jazdy pozatrasowej, gonią, jeśli chodzi o poziom sprzedaży, klasyczne modele. Za kilka lat ich sprzedaż może osiągnąć wartość 50 proc. rynku. Bo ludzie wolą być jak White i Jacobellis niż jak Kowalczyk i jej koleżanki. Wolą latanie niż jeżdżenie i skoki niż jazdę pod górę. MKOl zdał sobie sprawę, że najlepiej podczas igrzysk sprzedają się ekstrema. Obecnie w olimpijskiej idei większy akcent niż na "szerzenie pokoju" kładzie się na "niebezpieczeństwo". Bo jest cool.

@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.186.0005.001.jpg@RY2@

Fot. DPA/PAP

Dominique Gisin nie dała sobie rady z trudnym, bardzo szybkim zjazdem. Takie sytuacje stają się typowe dla Vancouver 2010

Daniel Rupiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.