Szczyty czarownic
W Górach Świętokrzyskich był prawie każdy, bo to stały cel wycieczek szkolnych. Góry te rzadko odwiedzamy podczas urlopu. A szkoda, gdyż mnóstwo tam miejsc, które warto poznać dokładniej
Zacznijmy wizytę w Górach Świętokrzyskich tak, jak zwykle się ją zaczyna. Jadąc z północy E77 najpierw na Radom i Kielce, w Suchedniowie skierujemy się w lewo na Bodzentyn (droga 751) i potem w prawo (droga 752) na świętą Katarzynę - miejscowość wypoczynkową leżącą u podnóża Łysicy, najwyższego szczytu Gór Świętokrzyskich (612 m n.p.m.). Jej nazwa wzięła się od figurki z drewna cyprysowego, którą przywiózł z Ziemi Świętej pielgrzym Wacławek - rycerz króla Władysława Jagiełły.
Warto zostać tu przynajmniej na jeden dzień, by najpierw obejrzeć zespół klasztorny bernardynek i zabytkowe kapliczki.
Pierwszy cel: Łysica. 30 - 40 minut marszu, po drodze rumowiska kwarcytów, czyli tzw. gołoborze, z którego warto popatrzeć na piękną panoramę Kielecczyzny. Trasa łagodnie wznosi się i opada. Prowadzi na szczyt Łysej Góry (595 m n.p.m.), dawniej zwanej Łyścem, prosto do klasztoru Św. Krzyż, w którym przechowywano relikwie drzewa Krzyża Świętego. To stąd wzięła się nazwa Gór Świętokrzyskich.
Klasztor Św. Krzyż wzniesiono w XI w. i później rozbudowano. Zachowały się gotyckie krużganki, renesansowa kaplica grobowa, barokowe wyposażenie zakrystii, klasycystyczne wnętrze kościoła z cennymi obrazami Franciszka Smuglewicza. Jest muzeum przyrodniczo-leśne.
Kronikarz Jan Długosz podaje, że na Łysej Górze czczono pogańskich bożków. Kiedyś miał stać tu potężny biały zamek, w którym mieszkała dumna, swawolna wdowa otoczona służącymi - olbrzymami. Dama pokonała pod górą wojska Aleksandra Wielkiego, a następnie kazała się czcić jako bogini Diana. Jej pycha została ukarana: gromy roztrzaskały zamek i zmieniły go w skalne rumowisko - właśnie owo gołoborze, z którego dziś roztacza się piękny widok.
To niejedyna legenda o Górach Świętokrzyskich. Powstało ich mnóstwo: o czarownicach, wiedźmach, rozbójnikach. Na łysej Górze i Łysicy ponoć do dziś nocami odbywają się sabaty czarownic. Wiedźmy palą ogniska i warzą trucizny, które szkodzą ludziom i ich dobytkowi. Po północy siadają na miotły i z wichrem sfruwają z góry. Legenda ta wiąże się prawdopodobnie ze starym obrzędem słowiańskim palenia ogni czerwcowych na Łysej Górze, który trwał pięć wieków, póki nie zakazał go Kazimierz Jagiellończyk.
Z klasztoru wiedzie dość długie, a dla niewprawionych męczące, zejście do wsi Nowa Słupia. Nazwano je drogą królewską, gdyż pielgrzymował tu Jagiełło, a także inni władcy polscy. Po drodze spotkamy legendarnego pielgrzyma świętokrzyskiego. Przybyła nie wiadomo skąd, zastygła w skale postać rycerza-pielgrzyma, który - jak głosi wieść - ponoć wciąż wędruje ku klasztorowi, posuwając się co rok o ziarnko piasku.
Jadąc E77 do albo z Jędrzejowa, 15 km od Kielc już z daleka zobaczymy na wzgórzu potężne baszty gotyckiego zamku w Chęcinach. Powstał ok. 1300 r., należał do biskupa krakowskiego Muskaty, któremu najpierw podarował go król Łokietek, a potem za brak poparcia odebrał. Na początku XIV w. odbywały się tu zjazdy szlachty, zapadały ważne decyzje. Kazimierz Wielki uczynił z zamku w Chęcinach potężną twierdzę. Był rezydencją królowych, więzieniem stanu, siedzibą starostwa chęcińskiego i skarbca koronnego. Mieszkała tu jakiś czas królowa Bona. W 1707 r. zniszczyli go Szwedzi - i już nie odzyskał świetności. Dziś jest imponującą ruiną poddawaną stopniowej, częściowej odbudowie. Naprawdę warto go zwiedzić, a dostępna na miejscu rekonstrukcja umożliwi zorientowanie się, jak wyglądał za czasów największej świetności.
Koniecznie też trzeba wejść na baszty. Roztacza się z nich wspaniały widok na okolicę. Warto też zatrzymać się w samych Chęcinach i obejrzeć gotyckie kościoły, renesansową synagogę, barokowy zespół klasztorny bernardynek, klasycystyczny ratusz i dawny zajazd Pod Srebrną Górą.
A skoro jesteśmy w Chęcinach, to zaledwie dwa kilometry od miasteczka, przy drodze z Kielc do Jędrzejowa znajduje się jaskinia Raj - jedna z najpiękniejszych w Polsce. Ma 240 m długości, zwiedzać można 180 m, co zajmuje trzy kwadranse. Prowadzi przewodnik. Gęsto tu od stalaktytów. 50 tys. lat temu w jaskini mieszkał człowiek. W pawilonie wystawowym zaprezentowano szczątki jego narzędzi. Ze względu na ograniczenia w ruchu turystycznym warto dokonać rezerwacji.
Pięć kilometrów za Chęcinami kolejna atrakcja. Mowa o miejscowości Tokarnia i wchodzącym w skład Muzeum Wsi Kieleckiej Parku Etnograficznym z autentycznymi, zabytkowymi obiektami budownictwa ludowego, przenoszonymi tu z różnych rejonów Kielecczyzny. Są zagrody chłopskie, dwór ziemiański z pełnym wyposażeniem: meblami, naczyniami i narzędziami. Obok drewniany kościół, spichlerz, wiatrak, studnia z kieratem do czerpania wody, apteka, dom organisty, warsztaty szewca, tkacza, wytwórcy koszyków, piec do wytopu ołowiu i miedzi, gdzie organizowane są pokazy dawnych metod...
Do obiektów wprowadzają przewodnicy w ludowych strojach - uprzejmi i chętni do rozmowy mieszkańcy okolicznych wsi. W jadłodajni można zjeść dania kuchni staropolskiej, przyrządzone według autentycznych receptur. A wszystko w autentycznym otoczeniu jak przed wiekami.
Skansen można zwiedzać cały rok. Obejrzenie całości zajmuje ponad dwie godziny.
Pojedźmy jeszcze drogą z Kielc na Opatów, przed którym trzeba skręcić w prawo na Staszów, a potem we wsi Iwaniska w lewo na Klimontów. Po kilku kilometrach znajdziemy się we wsi Ujazd, gdzie stoją ruiny słynnego zamku robiącego naprawdę duże wrażenie. To Krzyżtopór - przed wiekami jedna z najwspanialszych rezydencji magnackich.
Powstał w I połowie XVII w. z woli możnowładcy Krzysztofa Ossolińskiego. Nakazał on znanemu architektowi szwajcarskiemu Wawrzyńcowi Senesowi wznieść potężny, ufortyfikowany obiekt. Podstawą planu budowli miał być kalendarz. Cztery baszty to odpowiedniki kwartałów, 12 sal balowych - liczba miesięcy, 52 pokoje - tygodnie, 365 okien - dni w roku. W każdym narożniku wałów obronnych tryskała fontanna zasilana z wieży ciśnień. Stropem sali stołowej było szklane akwarium pełne egzotycznych ryb. Ściany pomieszczeń pokrywały drogie makaty i kobierce. W stajniach z marmurowymi żłobami i wielkimi lustrami trzymano śnieżnobiałe konie. Na bramie wjazdowej, przed dziedzińcem stanowiącym oprawę scenograficzną dla orszaków gości, widnieją wykute w marmurze krzyż i topór: herb Ossolińskich.
Właściciel krótko cieszył się urokami swego domostwa. Zmarł rok po zakończeniu budowy, w 1645 r. Wspaniała rezydencja szybko straciła świetność. Zniszczyli i splądrowali ją Szwedzi, upadek przypieczętowała konfederacja barska. Ale i dziś jest co podziwiać. Stoją wszystkie mury, brakuje stropów i wyposażenia. Wyobraźnia łatwo podpowie, jak wspaniale musiało tu być kiedyś.
@RY1@i02/2010/010/i02.2010.010.184.0002.001.jpg@RY2@
Klasztor na Św. Krzyżu to już tysiąc lat historii
Paweł Krzemiński/REPORTER
Rozciągają się między łukiem Wisły i Pilicy na długości ok. 70 km i szerokości ponad 50 km. W swym ostatecznym kształcie powstały kilkadziesiąt milionów lat temu. Reprezentują typ gór tzw. fałdowy, który tworzą ciągi równoległych pasm i grzbietów oddzielonych szerokimi, podłużnymi, płaskimi dolinami. Rosną tu lasy jodłowe, sosnowe, dębowe i bukowe, częsty jest modrzew. Spotkać można lisy, borsuki, sarny, dziki, żmije i wiele gatunków ptaków. To także rejon dawnego górnictwa: eksploatacji rud żelaza, ołowiu, miedzi, srebra.
Rezerwat archeologiczny Krzemionki Opatowskie to podziemne pola górnicze z okresu neolitu. W latach 3500 - 1200 p.n.e. wydobywano tu krzemień, z którego następnie wyrabiano narzędzia. Do dziś pozostało ok. 1000 szybów o głębokości od 4 do 8 m, z których prowadzą niskie chodniki. W kilku urządzono ekspozycję. Można je zwiedzać z przewodnikiem.
Opatów - warta obejrzenia XI-wieczna romańska kolegiata ze słynnym "lamentem opatowskim": XVI-wiecznym arcydziełem sztuki odlewniczej.
dgp@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu