Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W styczniu najlepiej jechać do Włoch

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Na narty staram się wyjeżdżać trzy razy w sezonie: w przerwie świąteczno-noworocznej, w styczniu w czasie ferii akademickich, a potem jeszcze w marcu. W tym sezonie pierwszego wyjazdu nie było, ale dwa następne już się odbędą. 22 stycznia w trzydziestoosobowej grupie kolegów z SGH wybieram się do Canazei we włoskich Dolomitach.

W styczniu z reguły jeżdżę na narty do Włoch. Gdy dzień jest jeszcze krótki, a temperatura niska, lepiej wybierać południową stronę Alp. W styczniu we Włoszech śnieg jest gwarantowany, a powietrze na ogół o kilka stopni cieplejsze niż np. w Austrii. W zeszłym roku byłem w Livigno, przedtem w Bormio, a jeszcze wcześniej również w Canazei i okolicy. Tereny narciarskie są tam bardzo dobre, a gospodarze sporo inwestują. Włosi robią bardzo wiele, aby ich stacje narciarskie stały się nowoczesne. Ich ośrodki narciarskie są już dziś znacznie nowocześniejsze niż w Szwajcarii czy w Austrii.

To prawda, ale tam są zupełnie innego rodzaju atrakcje, bo to znana w całej Europie strefa wolnocłowa.

Francji. Styczeń na ogół jest włoski, ale marzec francuski. We Francji są, moim zdaniem, najlepsze tereny narciarskie. Najchętniej jeżdżę do Trzech Dolin. Na bazę na ogół wybieram środkową z nich - Meribel, a ściślej górną część, czyli Mottaret. To dobry punkt wypadowy do pozostałych dolin: Courchevel i Val Thorens. W Meribel i Mottaret jest kilka dobrych hoteli, m.in. Les Arrolles, LOree Du Bois, w których na ogół się zatrzymuję.

Łatwiej było o takie zaskoczenia kilkanaście lat temu, kiedy wyjazdy w Alpy były nowością. Teraz na ogół jeżdżę w sprawdzone już miejsca, a więc zaskoczeń ani in plus, ani in minus nie ma. We Francji jeździłem na nartach w różnych ośrodkach narciarskich, ale teraz wybieram już właściwie tylko Trzy Doliny. Sprawdzone, pewne. Nie jeździłem na nartach w Ameryce Południowej i w Colorado, może więc czeka mnie jeszcze przyjemne narciarskie zaskoczenie.

Jeździłem u nas, ale od 20 lat już nie jeżdżę. Boje się ryzykować. Gdy mam kilka dni z trudem zorganizowanego urlopu, szkoda byłoby je tracić z uwagi na brak śniegu czy kolejki do wyciągów. Nie wierzę, że już jest tak dobrze jak w Alpach, a wiem, że już jest tak samo drogo.

Niektórych znanych szwajcarskich miejscowości narciarskich. One są bardzo ważne ze snobistycznego punktu widzenia, ale pod względem narciarskim przegrywają np. z francuskimi, a nawet włoskimi. I jest sakramencko drogo. Rozczarowałem się w Gstaad, znanym teraz z zupełnie innych wydarzeń niż narty. To nie jest superstacja. Tereny narciarskie są rozkawałkowane, mało długich tras, właściwie to tylko jedna. Podobnie jest w Davos, tereny narciarskie też są podzielone. W Davos - Klosters też nie ma dużego jeżdżenia.

Wybieram znane mi już miejsca. Na ogół wyjeżdżam w zorganizowanych grupach. Lubię jeździć z przyjaciółmi i często zdaję się na ich wybór.

Jak się jedzie na narty, to nie za bardzo jest są siły i czas na zwiedzanie. Tam, gdzie jest śnieg i dobre trasy, nie ma na ogół niczego innego. Zwłaszcza we Włoszech i we Francji. Inaczej jest może w Szwajcarii, polecam np. Verbier. W pobliżu, w Martigny, jest bardzo fajna galeria malarstwa współczesnego, należąca do fundacji Pierre Granada.

@RY1@i02/2010/005/i02.2010.005.184.0006.001.jpg@RY2@

Canazei - w styczniu we włoskich Dolomitach śnieg jest gwarantowany

A. Vossberg /VISUM

@RY1@i02/2010/005/i02.2010.005.184.0006.002.jpg@RY2@

Od lewej: Marek Kulczycki, jego żona Daria, Barbara Loth i Dariusz Rosati w Saas-Fee

Archiwum prywatne Dariusza Rosatiego

@RY1@i02/2010/005/i02.2010.005.184.0006.003.jpg@RY2@

Mapa

wysłuchał Krzysztof Bień

, profesor Szkoły Głównej Handlowej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.