Outsiderzy
Nałkowska i Broniewski: dwie imponujące biografie literackich luminarzy, w dziejach których przeglądają się losy polskich inteligentów
Z pozoru różni ich wszystko. Nałkowska - jedyna kobieta w szeregach Polskiej Akademii Literatury, lobbystka na rzecz młodych pisarzy, z którymi wchodziła w stosunki nie tylko artystyczne, przedwojenna lwica salonowa, wcielenie typu nowej kobiety, niezależnej, zdeterminowanej i wytrwałej w walce o pozycję zawodową i towarzyską. Model wyemancypowanej intelektualistki, której - jak pisał Boy-Żeleński - udało się zjednoczyć ciało i mózg. Kobiety aktywnej i zaradnej, świadomej swojej siły i atrakcyjności, genialnej psycholożki tropiącej meandry damsko-męskich relacji, pisarki dokonującej błyskotliwej i odważnej analizy uwikłania w patriarchalizm. Nałkowska diagnozowała problemy swoich bohaterek, ale nie potrafiła zdiagnozować własnych. Zakochiwała się, wychodziła za mąż, romansowała z fatalnym skutkiem - wybrańcy byli tyranami, mitomanami, zdradzali ją i oszukiwali. W PRL związała się z kobietą z gminu, Gienią, chłopką prostą i zaborczą. Zżerała ją obsesja starzenia się i nieuchronności śmierci, zdaniem autorki książki Hanny Kirchner, dzienniki Nałkowskiej są najszczerszym i najbardziej przejmującym wyznaniem dotyczącym fizycznego aspektu przemijania, na jakie zdobyła się polska autorka.
Broniewski stał na drugim biegunie. Potomek rodu szlacheckiego z tradycjami powstańczymi, na początku kontynuował familijny etos. Uciekł z domu do Legionów Piłsudskiego, walczył w wojnie polsko-sowieckiej, dosłużył się Virtuti Militari. Po zamachu na Narutowicza, rozczarowany nową Polską, zaczął lewicować, potem komunizować, za co trafił za kraty. Jesienią 1939 roku znalazł się we Lwowie, gdzie szybko wyleczył się z zaczadzenia realnym socjalizmem. W wyniku sfingowanej przez NKWD awantury trafił na Łubiankę, dostał wyrok pięciu lat zesłania w Kazachstanie, ale dzięki wstawiennictwu Wandy Wasilewskiej uniknął wywózki. Zaciągnął się do armii Andersa, z którą wyszedł z ZSRR. W szeregach drugiego korpusu także doświadczył odrzucenia - mając na uwadze jego przeszłość, przydzielono mu marginalną funkcję. Wszędzie widziano w nim obcego, przekonuje Mariusz Ubranek. Najbardziej tragiczny był epizod w PRL, do której Broniewski wrócił niedługo po kapitulacji Niemiec. Wrócił, bo nie mógł znieść rozłąki z rodziną. Ze spotkania z najbliższymi cieszył się krótko, niedługo po powrocie w wyniku powikłań pochorobowych związanych z pobytem w Auschwitz zmarła żona. W 1954 roku w niejasnych okolicznościach odeszła ukochana córka Anka (Urbanek przychyla się do tezy, że był to wypadek, a nie samobójstwo), której poświęcił cykl słynnych liryków. Odrzucił propozycję napisania słów do nowego hymnu Polski, co zaproponował mu Bierut. Nie przeszkadzało mu to potem spłodzić pean na cześć Stalina.
Autorzy nie starają się demaskować ani wybielać bohaterów, portretują ich z wyrozumiałością, uwzględniając kontekst epoki, w której żyli, a nie współczesności, co czynią niektórzy lustratorzy literackich biografii.
@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.027a.001.jpg@RY2@
Władysław Broniewski
Małgorzata Toruńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu