Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Plakaty idei

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Młody artysta Wojtek Domagalski stworzył cykl plakatów reinterpretujących symbolikę i topografię stolicy. Efekty pokaże na wystawie "Warszawa i ja"

Wojtek Domagalski: To nie jest łatwe miasto. Żeby stworzyć swoją Warszawę, trzeba się starać, być efektywnym w obserwowaniu tkanki miasta. Ale moja perspektywa to punkt widzenia obserwatora z zewnątrz. Jestem łodzianinem, do stolicy przyjechałem na studia i na początku byłem przerażony. Ale Warszawa da się lubić. Po przetworzeniu i zmiksowaniu różnych elementów z jej pejzażu mentalnego i topograficznego powstaje bardzo udana kompozycja.

Mieszkam w centrum, skończyłem ASP przy Krakowskim Przedmieściu i ten obszar miasta jest mi bliski. Ten kawałek Warszawy znam, więc gdy o nim opowiadam, jestem uczciwy.

Ale na twoich plakatach nie ma Warszawy oczywistej, dekompletujesz i przestawiasz pomniki, odwracacz do góry nogami Pałac Kultury, żonglujesz symbolami i elementami topografii miasta niczym didżej.

Chciałem użyć sztampowych symboli i umieścić je w nieoczywistym kontekście, przywołać rejony niekojarzone z obszarem stricte turystycznym. Takim miejscem jest m.in. plac Na Rozdrożu z piękną fontanną - kapitalnie miejsce spotkań i plenerów fotograficznych, ale zupełnie martwe, trudno dostępne, odseparowane jezdniami.

Warszawa ma niesamowite dary natury jak półdzika Wisła czy grusza z Krakowskiego Przedmieścia. Nie robię afiszy reklamujących Warszawę miłą, przyjazną i ciepłą, lecz plakaty idei, pokazujące nieoczywiste piękno.

Chciałbym, żeby zaistniały w kontekście skweru albo witryny, ale nie robię plakatów po to, żeby je sprzedać. Udało mi się wygenerować przestrzeń przy ulicy Widok. Wiąże się z tym antropologiczne doświadczenie. Zależało mi na umieszczeniu plakatów w przestrzeni niegaleryjnej, stworzeniu niekomercyjnej enklawy w sąsiedztwie drogich sklepów, knajp, banków. Starałem się wejść w dialog z pamięcią o poprzednich użytkownikach, dlatego zostawiłem ściany z oryginalną, nierówną fakturą, stare aparaty telefoniczne. Zaowocowało to też doświadczeniem antropologicznym. Kiedy załatwiałem formalności związane z wynajmem, obsługująca mnie urzędniczka nie mogła się nadziwić, że nie będę niczego sprzedawał. Okazuje się, że centrum miasta zakodowało się w powszechnej świadomości jako przestrzeń handlu i potencjalnych zysków.

Nie tylko ja, myślę, że ten pogląd podzielają urzędnicy śródmiejskiego magistratu, którzy przyznali mi stypendium. Niczego nie sugerowali, dali mi wolną rękę, miałem pełną swobodę twórczą.

@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.025b.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.025b.002.jpg@RY2@

Małgorzata Toruńska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.