Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Akustyczny grunge

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nowy album Chrisa Cornella to odskocznia od nagrań z Timbalandem i przygotowanie do nowej płyty Soundgarden

Solowy, akustyczny i koncertowy jednocześnie krążek "Songbook" potwierdza, że Chris Cornell posiada jeden z najlepszych wokali w muzyce rockowej, ale też że nie jest wybitnym gitarzystą i że znakomite piosenki bronią się w każdej formie.

Po hiphopowym wybryku "Scream" sprzed dwóch lat Cornell powraca do grungeowego świata. Najpierw na koncerty reaktywował Soundgarden, potem wydał album "Telephantasm" zbierający hity grupy, a teraz wypuścił album z akustycznymi wersjami swoich słynnych numerów. W wywiadach zapowiada też nowy materiał Soundgarden.

"Songbook" to zbiór 16 numerów. Są piosenki jego zespołów: Soungarden ("Black Hole Sun"), Audioslave ("Like a Stone") oraz Temple Of The Dog ("Call Me a Dog), dwa covery ("Thank You" Led Zeppelin, "Imagine" Lennona) i numery napisane dla kina ("The Keeper" z obrazu "Machine Gun Preacher"). Oprócz ostatniego wszystkie są zarejestrowane live w Kanadzie albo USA na początku tego roku. Między numerami Cornell rozmawia z publiką.

To, że postanowił zagrać akustyczną trasę, tłumaczy - w wywiadzie dla magazynu "Revolver" - znakomitą atmosferą jaka towarzyszy takim występom. Poczuł to kilka lat temu, grając akustyczny koncert w Sztokholmie. Skupiona publika podczas wykonania i rozmawiająca w przerwach, improwizacja, luźne podejście do setlisty - to dla Chrisa największe atuty takiego grania. Co z tego wynika dla nas?

Ultragrungeowcy pewnie nie będą zachwyceni fundamentalnymi dla gatunku numerami Soundgarden "Fell on Black Days" i "Black Hole Sun" granymi w harcerskim stylu - wokal i gitara akustyczna. Warto jednak pamiętać, że te numery właśnie tak zostały napisane. Z akustycznych stały się grungeowymi klasykami. Teraz zatoczyły koło. W wersji z "Songbook" najważniejszy jest w nich wokal, Cornell pokazuje, że na luzie potrafi swoją chrypką wyciągnąć rozbrajające dźwięki. Gitara jest tu tylko tłem. W Soundgarden dominowała lead gitara prowadząca w ręku Kima Thayila. Tu górą jest zdecydowanie wokal. Oczywiście to zawodzenie może po kilkunastu numerach nudzić. Na szczęście swoimi interakcjami z publiką i urozmaiconym repertuarem Chris solidnie dociera do końca albumu.

Po przypomnieniu historii kariery Cornella wypada tylko czekać na nowy materiał Soundgargen. Wokalista potwierdził, że potrafi czarować intymnym, spokojnym klimatem. Czas na powrót do ostrych korzeni.

@RY1@i02/2011/233/i02.2011.233.196.025a.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.