Gdzie tylko czarownica...
W "Pornografii" Witold Gombrowicz odmalował surrealistyczny klimat szlacheckiego gniazda
Witold Gombrowicz napisał "Pornografię" w Argentynie, gdzie przeżył okres wojenny. Nie był zatem świadkiem scen, które opisuje. Groteskowa atmosfera małego sandomierskiego dworku lat okupacji jest jednak w jakiś sposób prawdziwa. Pisarz oddał w powieści obraz ziemiańsko-prowincjonalnego życia, jakie pamiętał sprzed wojny. A ono - wbrew pozorom - niewiele się zmieniło po wrześniu 1939 roku.
Bohaterowie książki, Witold (narrator) i Fryderyk, najbardziej intrygująca postać dramatu, poznawszy się na jednym z podziemnych rautów, jakie urządzała sobie intelektualno-artystyczna Warszawa w pierwszych miesiącach niewoli, wyjeżdżają do majątku Hipolita, ziemianina spod Ostrowca Świętokrzyskiego. Robią to niby po to, by oderwać się od przerażającej rzeczywistości okupowanej stolicy, jednak właściwym motywem ich wyjazdu jest nuda, chęć zabicia czasu.
Na miejscu odnajdują to, czego szukali. Na peronie stacyjki, gdzie wysiedli, czekał na nich umówiony furman, który zawiózł ich wiejską drogą do odległego o kilka kilometrów dworu. Następuje tu sekwencja, doskonale znana minionym pokoleniom znerwicowanych mieszczuchów, którym zafundowano wakacje w wiejskim majątku. Z każdą mijaną powoli przydrożną topolą opada z nich miasto, z tym wypadku dodatkowo podszyte grozą hitlerowskiego buta gniotącego niepokorną Warszawę. Dojechawszy przed ganek "Hipa", dwaj przyjaciele są już innymi ludźmi, zaczarowanymi miejscem, do którego przybyli.
Pan domu przyjmuje gości ze staropolską wylewnością. Przy zakrapianej kolacji narzeka co prawda na to wszystko, co się wokół dworku nieuchronnie zagęszcza: Niemcy, partyzanci, bandyci... jednak przy spokojnym świetle naftowej lampy, w której kloszu szamocą się duże wiejskie ćmy, przy kieliszku pędzonej w folwarku wódki problemy zewnętrznego świata wydają się mało realne. Jak na razie do zachowania poczucia bezpieczeństwa wystarczyło opatrzyć okiennice dworu dodatkowymi sztabami.
Ten nieco surrealistyczny klimat szlacheckiego gniazda, oazy spokoju na pustyni grozy, leżącej gdzieś na południe od Kielc, "gdzie, zdawałoby się, tylko czarownica na łopacie doleci" - jak mawiał wujaszek Nardzewski z "Popiołów" Żeromskiego - opisał również, tym razem w pamiętnikarski sposób, Andrzej Ropelewski. Młody ziemianin, realny sąsiad gombrowiczowskiego Hipolita (wzmiankowane w "Pornografii" nazwy wiosek są prawdziwe), w książce "Wspomnienia z AK" kreśli panoramę okupacyjnego życia we dworze położonym między Jędrzejowem a Chmielnikiem. Karty, narty, kuligi, wizyty i taneczne wieczorki: oto czym powszechnie zajmowali się mieszkańcy ziemiańskich sadyb przez pierwsze półtora roku niemieckiej niewoli.
Niemcy prawie tam nie zaglądali. Do problemów dnia urastały zatem wydarzenia typu: "Pani Brzozowska przywiozła patefon i popsuła go, a pan Jan jako grzeczny i usłużny sąsiad poniechał brydża i reperował go cały wieczór". Dopiero na początku 1942 roku zainstalował się w Chmielowicach pierwszy przedstawiciel niemieckiej władzy, komisaryczny zarządca majątku. Ten okazał się zresztą przyzwoitym Polakiem, który dworowi nie szkodził, a tylko "wydajnie zwiększył kadrę brydżystów".
Trudno mieć pretensję do mieszkańców kieleckich i sandomierskich dworów o tak beztroski tryb życia pośrodku narodowej niedoli. Struktury podziemia jeszcze się wtedy nie ukształtowały, a ludzie pozbawieni dotychczasowych zajęć w miastach lub zagrożeni aresztowaniem, jeśli tylko mogli, cisnęli się drzwiami i oknami na pokoje gościnnych wiejskich posiadłości. Musieli coś przecież zrobić z podarowanym im przez los nadmiarem wolnego czasu. W ten sposób uchowało się przez zły czas niemało artystów, pisarzy, uczonych. Przetrwali w ten sposób wojnę chociażby Jerzy Wasowski (Żyd z pochodzenia) i Jeremi Przybora, późniejsi Starsi Panowie: pierwszy osiadł w majątku pod Radomiem, drugi w lasach zwierzynieckiej ordynacji Zamoyskich. Pod dworkowymi okapami powstawały dzieła literatury, prace naukowe, grano tam sztuki teatralne. Działo się tak na przykład w podkrakowskich Goszycach, okupacyjnym schronieniu Jerzego Turowicza i Czesława Miłosza. A co może jeszcze ważniejsze: w ramach tajnego nauczania, prowadzonego powszechnie w majątkach, zaliczyło tam matury całe pokolenie ludzi urodzonych po 1920 roku.
@RY1@i02/2011/228/i02.2011.228.196.0007.001.jpg@RY2@
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu