Człowiek sceny
TVP Kultura pokaże wyjątkowy koncert z festiwalu w Montreux. W 1994 roku wystąpił na nim Johnny Cash
W 1967 roku odbyła się pierwsza edycja szwajcarskiego Montreux Jazz Festivalu. Od tamtego czasu gościli na nim giganci nie tylko jazzu, m.in.: Deep Purple, Eric Clapton, Ella Fitzgerald, Bob Dylan i Miles Davis. Impreza wdarła się do czołówki największych festiwali na świecie, zaś jednym z najważniejszych jej momentów był koncert muzyka, który zmienił oblicze country - Johnny’ego Casha. Właśnie ten występ pokaże TVP Kultura.
Dziewiętnaście świetnych numerów, od klasyków ("I Walk the Line", "Ring of Fire") po kawałki z wydanej w 1994 roku płyty Casha z coverami "American Recordings" - tak wygląda setlista tego koncertu. Niezwykłego, bo z jednej strony Cash podsumowuje nim swoją dobiegającą kresu karierę, a z drugiej - na scenie zachowuje się tak jak podczas swoich najsłynniejszych występów. Jest rozluźniony, skromny i szczery. W trakcie każdej szybszej piosenki towarzyszą mu brawa, a podczas ballad - wzruszające skupienie widowni. Cash rozmawia z publicznością, gra dla niej, nie dla siebie.
W Montreux ze wzruszeniem przedstawia perkusistę W. S. "Fluke’a" Hollanda, którego podkradł samemu Carlowi Perkinsowi (autor i pierwszy wykonawca "Blue Suede Shoes"). Grają razem od 1955 roku. Na scenie Cashowi towarzyszy też jego żona June Carter Cash oraz ich syn John. "Man in Black" zdradza też, dlaczego ubiera się na czarno - żeby utrzymywać ciepłotę ciała. W jednej z piosenek wymienia gitarę, mówiąc: "Mi też zdarza się mieć nienastrojone instrumenty". Z kolei przy przejmującym wykonaniu (solo) coverów - m.in. "Bird On A Wire" Leonarda Cohena - przyznaje, że od zawsze toczy się w nim walka mrocznej strony z jasną i był czas, że wygrywała ta pierwsza. Co ciekawe, podczas występu w Montreux Cash pokazuje, jak uzyskał charakterystyczny wygłuszony dźwięk gitary w numerze "I Walk the Line". Po prostu na gryfie między strunami umieścił kawałek papieru.
Johnny Cash nie zmieniał się przez kilkadziesiąt lat swojej kariery. Przynajmniej na scenie. W Montreux, w Sopocie w 1987 roku czy we wczesnych występach w więzieniach jest niemal taki sam. Legendarny koncert w więzieniu San Quentin z 1969 roku był zadziwiający. Publika wrzała przez cały czas, groziło zamieszkami, a Cash bawił się na scenie. Gdy dostał od strażnika kubek wody, udawał, że wyjmuje z niego karalucha i rozdeptuje na ziemi. W ten sposób solidaryzował się więźniami, którzy w San Quentin przebywali w nieludzkich warunkach. Publiczność non stop klaszcze i krzyczy. Jeszcze głośniej wtedy, gdy Johnny śpiewa, że nienawidzi każdej części więzienia.
W jednym z wywiadów wspomina, jak po raz pierwszy zagrał w innym zakładzie, w Teksasie w 1956 roku. Grał na scenie ustawionej na środku areny rodeo, jakim dysponowało więzienie. Kiedy zaczął, rozpętała się burza. Cash grał dalej, mimo że coraz bardziej padało i grzmiało. Publika była tym wniebowzięta. To pokazuje, jak istotny był dla niego kontakt ze słuchaczami.
Wychodząc na scenę w Sopocie w 1987 roku, musiał się czuć co najmniej dziwnie. Na widowni królowały wytapirowane panie ubrane jak na bal sylwestrowy i smutni wąsaci panowie, a dookoła przygniatała siermiężna dekoracja. Cash jednak zawładnął publiką momentalnie. Powiedział kilka słów po polsku, po czym wykonał swoje najlepsze przeboje. Kiedy pojawił się, by zagrać na bis, na scenę zaczęły wchodzić fanki wręczające kwiaty. Kolejka nie miała końca. Z goździkami wchodziły nawet dzieci. Cash przez kilka minut odbierał gratulacje, całując każdego z osobna. Był wyraźnie wzruszony, bo to ludzie, którzy słuchali jego koncertów, byli dla niego najważniejsi. Nieważne, czy to publika w komunistycznej Polsce, czy w najcięższym więzieniu Ameryki, czy na najbardziej prestiżowym festiwalu jazzowym w Europie.
"Trzeba umieć się zestarzeć" - tę maksymę wprowadził w życie w swoich ostatnich latach. Znakomicie zestarzał się na scenie.
@RY1@i02/2011/223/i02.2011.223.196.004a.001.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu