Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie zapominajmy o Munku

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W tym roku przypada 90. rocznica urodzin i 50. rocznica śmierci Andrzeja Munka, jednego z geniuszy polskiego kina

Obie okazje przyniosły wiele retrospektyw i dyskusji panelowych. Jednak najtrwalszym efektem obchodów są dwie świetne książki profesora Marka Hendrykowskiego: wspaniały esej o "Eroice" oraz angielskie tłumaczenie monografii reżysera. Munk wyłaniający się z napisanych ze swadą, bez pretensjonalnej pseudonaukowej maniery prac Hendrykowskiego, jest mistrzem, który drwi z przesady, ale nigdy nie zadrwił z człowieka.

Hendrykowski, analizując "Eroikę", stworzył autorską interpretację tego filmu, oderwaną od nomenklaturowych, politycznych zamówień, naleciałości epoki. Krytyk zwraca na przykład uwagę na muzyczność filmu Munka. "Nie jest to kino prywatne ani kino walki czy kino misji. Nie posługuje się strategią konfrontacyjną, podobnie jak nie zmierza do wywołania publicznego skandalu za wszelką cenę. (...) Kino Munka jest kinem dialogu" - pisze.

Z kolei w świetnie skonstruowanej anglojęzycznej monografii reżysera Hendrykowski przywołuje mało znane fakty z biografii Munka, odkrywa jego tajemnice. Okazuje się na przykład, że w twórcy, który nigdy nie bał się radykalnych emocjonalnych zestawień, dla którego bohaterstwo nieodmiennie rymowało się z podłością, drzemało głęboko zakorzenione rozdarte dziecko, niespokojny chłopiec, a w końcu przedwcześnie dojrzały mężczyzna. Munk pochodził z rodziny zasymilowanych Żydów, która przeszła na katolicyzm, przeżył fascynację socjalizmem i komunizmem (po jednym z donosów został usunięty z partii), ale szybko zrozumiał, że każdy zachwyt jest bardzo blisko depresji, a euforia dla czasów to tylko ułuda, bo każdy, nawet najlepszy (albo najgorszy) czas, jest jedynie burzliwą areną, na której walczą nieprzystające do siebie ambicje, charaktery, namiętności. Tę tragiczną w gruncie rzeczy świadomość Munk potrafił przekuć w absolutnie samoświadome kino - łączące dawny zachwyt z niedawnym zniechęceniem.

Andrzej Wajda w osobistym wstępie do monografii twórcy "Zezowatego szczęścia", pisze, że Munk dokonał rozróżnienia pomiędzy bohaterstwem a bohaterszczyzną. Granica zawsze była śliska i pokrętna, często niewidoczna, ale Munk potrafił ją rozeznać. Jego twórczość - jak chce Hendrykowski - objawiła w Polsce, na czym polega kino obywatelskie. Munk realizował filmy w zniewolonym kraju, dlatego w dokumentach i w fabułach pokazywał opresję, portretował ludzi, którzy, jak Piszczyk, uciekali od odpowiedzialności, albo, jak Marta z "Pasażerki", odnajdywali w sobie siłę, która pozwalała im hardo przeciwstawiać się doktrynie.

Munk zajaśniał w polskiej kinematografii na krótko: zginął w wypadku samochodowym w wieku 39 lat, w trakcie realizacji "Pasażerki", ale jego filmy zostały z nami na zawsze. Monografia Hendrykowskiego oraz rozprawa o "Eroice" ukazały się zatem w idealnym momencie. Pomimo jubileuszu, zapominamy o Munku. Nie wolno.

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.026a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.026a.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.026a.003.jpg@RY2@

Kadr z filmu "Eroica"

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.