Belgowie jak esesmani
Ludobójstwo nie było wynalazkiem nazistów. Stworzyli je kolonizatorzy Afryki - przekonuje Mario Vargas Llosa w powieści "Marzenie Celta". Niestety łopatologicznie
Bohater najnowszej książki peruwiańskiego noblisty ma pierwowzór w rzeczywistości. Robert Casement (1864 - 1916) to jedna z najbarwniejszych indywidualności swoich czasów, człowiek o osobowości tyleż oryginalnej, co pogmatwanej. Był jednym z bojowników o niepodległość Irlandii i legendarnym działaczem ruchu antykolonialnego, który publicznie zdemaskował niewyobrażalne zbrodnie dokonywane przez Europejczyków. Walcząc o wolność swojej ojczyzny, sprzymierzył się z kajzerowskimi Niemcami, został przez brytyjski sąd oskarżony o zdradę stanu i skończył na szafocie. Był żarliwym katolikiem i praktykującym homoseksualistą, który utrzymywał stosunki z tubylcami, Afrykanami i Indianami - opisy erotycznych fascynacji, utrwalone w dzienniku posłużyły Brytyjczykom do skompromitowania go w oczach opinii publicznej.
Literatura lubi takie spiętrzenie przeciwieństw - Robert Casement to wymarzony materiał na bohatera. A jednak tytułowy Celt z najnowszej powieści Maria Vargasa Llosy przez większą część ponad 400-stronicowej książki pozostaje postacią papierową. Nad prozą autora "Rozmowy w »Katedrze«" tym razem unosi się ideologiczny swąd. Odnosi się wrażenie, że peruwiański pisarz zaplątał się w gąszcz politycznej poprawności. Casement w jego ujęciu jest postacią niemalże krystalicznie - a czasami wręcz karykaturalnie - czystą. Llosa nie rozwija na przykład wątku homoerotycznych romansów przybysza z Zielonej Wyspy z indiańskimi i afrykańskimi autochtonami. Wątku moralnie dwuznacznego nie tylko ze względu na grzech sodomii, który Casementa, rozczytanego w mistycznych pismach Tomasza a Kempisa, musiał uwierać. Czy aby irlandzki podróżnik w ten sposób nie wykorzystywał seksualnie tubylców? Inni kolonizowali ziemię dzikich, a on brał w posiadanie ich ciała? Llosa prześlizguje się po takich tropach.
Nie jest to kunsztownie skonstruowana narracja: o dziejach Casementa dowiadujemy się z retrospekcji. Bohater wspomina swoje życie, oczekując na egzekucję w brytyjskim więzieniu. Jednym z najważniejszych doświadczeń było dla niego spotkanie z Josephem Conradem, któremu irlandzki globtroter pokazał Kongo, co jak wiadomo, zainspirowało polsko-angielskiego pisarza do napisania genialnego "Jądra ciemności". Ma żal do Conrada, że wpływowy literat w odwecie za antybrytyjski sojusz Casementa z kajzerowską Rzeszą okupującą część ziem Polski, nie poparł starań o jego ułaskawienie. Różni się też od niego w ocenie kongijskiego doświadczenia - według Irlandczyka zachłanna cywilizacja europejska była bardziej dzika i okrutna niż kultura plemiennej Afryki. Przykłady niesłychanego okrucieństwa urzędowo usankcjonowanego przez władze belgijskiej kolonii opisuje tak, że kojarzy się ona z nazistowskim terrorem i Holokaustem. Fragmenty o polowaniach na ludzi, okrutnej orgii śmierci, trudno czytać spokojnie. Niestety reszta powieści pozostawania czytelnika obojętnym.
@RY1@i02/2011/205/i02.2011.205.196.026a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/205/i02.2011.205.196.026a.002.jpg@RY2@
Małgorzata Toruńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu