Legendy o krwi
Nie byłem entuzjastą "Uwikłania", pierwszego kryminału Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim. Temat IPN-owskich teczek wydał mi się chwytem populistycznym, sądziłem, że Miłoszewski marnuje swój talent. A teraz muszę wszystko odszczekać - "Ziarno prawdy" potwierdza, że Miłoszewski umie pisać kryminały.
Teodor Szacki pracuje teraz na "zesłaniu" w Sandomierzu. I niemiłosiernie się nudzi, musi współpracować z ludźmi, których nie lubi i którymi gardzi, a i mieszkańcy miasta traktują go jako intruza, który o lokalnych problemach nie ma zielonego pojęcia. Ale gdy w Sandomierzu zaczynają ginąć ludzie, a zbrodniarz podrzuca tropy świadczące, że zabici są ofiarami żydowskich mordów rytualnych, Szacki musi zawrzeć przymierze z miejscową policją. Tym bardziej, że w mieście wybucha panika i nie brakuje idiotów, którzy zaczną antysemicką nagonkę i wyciągną na światło dzienne ponure legendy o krwi chrześcijan przerabianej na macę.
W "Ziarnie prawdy" Miłoszewski wykonał znakomitą robotę - ma świetne oko do szczegółów, potrafi być ironiczny i makabryczny jednocześnie. Bohaterowie jego powieści to postaci z krwi i kości, przechodzące zaskakujące, choć wiarygodne przemiany. Akcja ani na chwilę nie traci tempa, a na dodatek dotyka spraw istotnych, nie zamieniając się w tanią publicystykę. Fabuła jest mocno osadzona w rzeczywistości - każdy z rozdziałów poprzedza telegraficzny skrót najważniejszych wydarzeń danego dnia. Miłoszewski przez wiele lat pracował jako dziennikarz, więc wie, jaką wartość mają umiejętnie opakowane fakty. I potrafi to doskonale przełożyć na atrakcyjny język kryminału.
@RY1@i02/2011/200/i02.2011.200.196.026b.001.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu