Naiwna Ki pokazuje pazury
Dwuznaczny film. Z jednej strony trudno nie docenić efektów pracy reżysera, aktorów i ekipy, z drugiej - sama historyjka na kilometr razi fałszem
"Ki" pretenduje do miana nowoczesnego moralitetu na temat macierzyństwa w wielkomiejskiej dżungli. Końcowy efekt jest nieco pretensjonalny, ale nie sposób "Ki" ignorować. To jeden z niewielu polskich filmów ostatnich lat, który sprawia wrażenie lepiej nakręconego, niż został pomyślany. Z reguły jest odwrotnie: świetne pomysły wyjściowe są redukowane przez reżyserską, operatorską lub aktorską bezradność. W "Ki" kiepski scenariusz zaowocował oryginalną formą opowiadania.
Film jest ciągiem pozornie nieuporządkowanych przygód głównej bohaterki. Grająca tytułową "Ki" Roma Gąsiorowska w zasadzie nie schodzi z planu. Jest wszędzie - irytuje i fascynuje, zawłaszcza cały ekran. Kinga nie jest w stanie dokończyć imion swoich przyjaciół i rodziny. Mówi Go zamiast Gośka, Dor - w miejsce Doroty. Jest temperamentna i bezwzględna, bez skrupułów wykorzystuje koleżanki, ale sama również daje się wykorzystywać. Mimo eksponowanej na każdym kroku brawury nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości. Goni w piętkę, powtarza ciągle te same błędy, nie stać jej nawet na chwilę autorefleksji. To mało sympatyczny głuptas bez manier.
Debiutujący reżyser Leszek Dawid zachowuje subiektywno-obiektywny charakter narracji. To, co ją subiektywizuje, kryje się w chaotycznym, rozedrganym obrazie, w mimice bohaterki, to zaś, co obiektywizuje - w narracyjnym dystansie wobec historii: taktycznym unikaniu stawiania kropki nad i, braku kategorycznych ocen. Podkreślają to doskonałe zdjęcia Łukasza Gutta, który pokazuje Ki na zasadzie kolorystycznego dysonansu. Wnętrza są przemiennie jasne i zaciemnione, ognista czerwień sąsiaduje z czernią. W tak starannie zakomponowanej przestrzeni filmowej świetnie wypadają aktorzy. Nie tylko Gąsiorowska, ale także Sylwia Juszak i Adam Woronowicz w drugim planie oraz Dorota Pomykała i Krzysztof Ogłoza w trzecim. Gdyby nie wspólny wysiłek całej ekipy, mielibyśmy zapewne tylko kolejny odcinek kiepskiej, sentymentalnej telenoweli. Na szczęście "Ki" Leszka Dawida jest ciekawsza. Pokazuje pazury.
@RY1@i02/2011/190/i02.2011.190.196.023a.001.jpg@RY2@
Łukasz Maciejewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu