Skandynawscy zdobywcy
Byli nie tylko rabusiami i morskimi awanturnikami. Wikingowie na swoich łodziach przemierzyli większość europejskich mórz. Podbijali ziemie brytyjskie, francuskie, a nawet Półwysep Iberyjski
"Wiele niespokojnych duchów wyruszyło ze Skanii z Bue i Vagnem, by ponieść klęskę w Hjoerungavaag, wiele innych znów poszło za Styrbjoernem do Uppsali i poległo tam wraz z nim". Tę książkę czyta się jak nordycką sagę i niektórzy nawet biorą ją mylnie za autentyk z czasów Normanów. Powstała jednak w XX wieku; napisał ją Szwed Frans Gunnar Bengtsson. W 1958 r. wydała ją, w tłumaczeniu Zygmunta Łanowskiego i ze świetnymi ilustracjami Bogdana Zieleńca, Nasza Księgarnia - jako książkę dla dzieci. Kolejna pomyłka! Fabuła "Rudego Orma" nie stroni od przemocy i seksu, ale w końcu jest to opowieść o wikingach.
Orm, tytułowy bohater, to chudzielec o rudej głowie, obdarzony sporą tężyzną fizyczną oraz roztropnością, nieczęstą w tak młodym wieku. Obie te cechy nierzadko ratowały go z opresji podczas licznych wypraw łupieskich. Jest typowym wikingiem, zawadiackim i skłonnym do bitki, obdarzonym jednak przy tym wrażliwością poety. Choć to urodzony zdobywca, nie ma w nim śladu agresji, która rodzi się ze zranionej słabości. Orm nie jest też prymitywnym rabusiem, chętnie się uczy i otwiera na świat, który przyszło mu zwiedzać w ramach swojego "zawodu". Gdyby ubrać go współcześnie, założyć na uszy słuchawki i puścić z odtwarzaczem MP3 na ulicę wielkiego miasta, zapewne bez trudu wtopiłby się w tłum przechodniów.
Na długich łodziach wikingów Orm opłynął wybrzeża całej Europy, od Hiszpanii po Konstantynopol. W tle przygód smukłego młodzieńca Bengtsson rozpościera sugestywną panoramę naszego kontynentu ostatnich dekad X stulecia, czyli czasów, gdy w Polsce panował Bolesław Chrobry. Skania, skąd pochodzi Orm, to dziś najbardziej wysunięta na południe prowincja Szwecji, w owych czasach jednak należała do Danii. Król duński Harald Sinozęby był już wtedy "dobrze posiwiały i od dawna męczyły go ciężkie bóle w krzyżach, tak że mało radości dawało mu piwo i kobiety". Na północ od Skanii mieszkali dzicy Smalandczycy, którzy mało interesowali bohaterów opowieści. Wszystko, co ciekawe: królestwa, miasta i ich skarby, leżało na południu.
Za morzem znajdowała się Anglia króla Etelreda zwanego Bezradnym, który nie potrafił obronić swojego kraju przed atakiem duńskich najeźdźców. Nieco dalej była Walia, rzadziej nawiedzana przez długie łodzie, potem zaś, za kolejnym morzem - Irlandia. Ta wyspa była dla wikingów prawdziwym eldorado, szczególnie ze względu na liczne tam, bogato uposażone klasztory. Dawniej łatwo je było plądrować, jednak w czasach Orma pobudowano przy nich "wysokie, kamienne wieże", w których chronili się księża razem ze swoimi skarbami.
Na południe od Wysp Brytyjskich leżała Francja - kolejny raj dla północnych rabusiów. "Wikingowie, którzy osiedlili się u ujścia rzek francuskich na stałe, miewali często w łożu hrabiowskie córy ku uciesze, a burmistrzów i opatów za parobków". Nic dziwnego, że dorwawszy się do miodu, niechętnie widzieli na przybrzeżnych wodach innych wikingów. Brodate głowy tych, którzy się tam zapuszczali, tkwiły na palach, umieszczone na postrach w widocznych z daleka miejscach wybrzeża.
Płynąc dalej na południe, docierało się do Półwyspu Iberyjskiego, którego większa część była wtedy pod panowaniem muzułmańskiego kalifatu Kordoby. Stanowił on ognisko wspaniałej cywilizacji, z którą mogło się równać jedynie Bizancjum, położone na wschodnich antypodach ówczesnej Europy. Orm i jego towarzysze przez jakiś czas służą kordobańskiemu władcy Almanzorowi, dopóki nie uciekną, wywożąc ze sobą wielki dzwon świętego Jakuba, zrabowany przez Maurów w Santiago de Compostela.
Wikingowie zaglądają też i na nasze wybrzeże, jednak niewiele udaje im się tutaj zrabować, "zaledwie parę żelaznych garnków i kilka owczych skór". Na pociechę warto dodać, iż sami napastnicy odnotowali z uznaniem nasze umiejętności skutecznej obrony.
Język Bengtssona, choć lakoniczny i pozbawiony emocji, oddziałuje na wyobraźnię. Pochodzący ze Skanii pisarz widzi świat oczami wikinga. Prosty wioślarz i rębajło, który wszelako ma możność zwiedzania obcych krajów w stopniu daleko większym od ówczesnego ogładzonego wielmoży, nauczył się niczemu nie dziwić. Nie jest też bynajmniej urodzonym mordercą. Wojownicy z długich łodzi są w gruncie rzeczy tacy sami, jak wszyscy mężczyźni - chorują, miewają chwile słabości, a niejeden z nich poszedł na morze, by uciec przed gderliwą żoną.
Podróże Orma zaczęły się od porwania go przez załogę obcej długiej łodzi. Broniący się chłopak zabił jednego z żeglarzy, ale załoga uznała, że skoro nikt nie ma obowiązku go pomścić, jeniec może zająć jego miejsce przy wiośle. Wiking wiosłujący obok Orma stał się jego najlepszym przyjacielem.
Innego towarzysza podróży, Żyda Salamana, wyłowiono z wody, mimo że był "czarny jak troll i żółtobiały jak trup i nie wyglądał na takiego, który przynosi szczęście". Bengtsson pisał swoją książkę w latach, gdy Hitler zamykał w gettach i mordował Żydów w całej podbitej Europie. Niewielka część żydowskich uchodźców trafiła do Szwecji. Wikińska łódź z "Rudego Orma" ma wartość symbolu.
@RY1@i02/2011/160/i02.2011.160.196.006a.001.jpg@RY2@
Kadr z filmu "Długie łodzie wikingów"
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu