Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Historia niezbyt łajdacka

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Trudno nie lubić Vaclava Havla. Ten eseista, dramaturg i poeta, jeden z liderów czeskiej aksamitnej rewolucji, dał drugie życie hasłu: "Polityk z ludzką twarzą".

Pavel Koutecký, zaprzyjaźniony z prezydentem dokumentalista, zaczął realizować "Obywatela Havla" w 1992 roku, tuż po wyborze byłego dysydenta na pierwszego prezydenta w historii nowo powstałej Republiki Czeskiej. Niestety, przedwczesna śmierć Kouteckiego w kwietniu 2006 roku, pozostawiła jego następcę, Miroslava Janka - znanego czeskiego montażystę, operatora i dokumentalistę - z imponującym, ponadczterdziestogodzinnym materiałem. Z tego ogromnego źródła Janek wybrał te fragmenty, które zgadzały się z ideą Kouteckiego.

Familiarne relacje łączące autora filmu z jego bohaterem mają swoje oczywiste plusy. Dzięki zaufaniu Havla nigdy jeszcze nie byliśmy tak blisko tajemnic prezydenckiej alkowy. Oglądamy głowę państwa prywatnie: ćwiczącego przemówienia, przygotowującego się do wizyty Jelcyna albo do szczytu NATO w Pradze, ale równolegle widzimy Havla patrzącego ze smutkiem na tłumy ludzi żegnających pierwszą żonę prezydenta Olgę albo szykującego się do zagranicznych wojaży...

"Obywatel Havel" zaczyna się od przeglądu fotografii. Na pierwszym zdjęciu mały Vaclav siedzi na tronie, tonąc w kwiatach. To oryginalne zdjęcie zostało wybrane nieprzypadkowo. Mówi wiele o tym, kim Havel był kiedyś, jako kto postrzegany jest dzisiaj. Zaczynał od tronu umownego, skończył na tronie najzupełniej realnym; od pozy (fotograficznej) do prozy (życia). To zresztą najciekawsza płaszczyzna filmu. Nie jestem na tyle naiwny, żeby uwierzyć Kouteckiemu w to, że bohater dokumentu jest równie bałamutny i uroczo roztargniony, jak jego bohater filmowy. Portret prezydenta Czech wyłaniający się z dokumentu to oczywiście tylko jedna strona medalu, ale przecież żeby Havel mógł zasłużyć na wszystkie ordery i bukiety, musiał przebyć długą drogę. Dlatego doceniając trud realizatorów, czuje się jednak pewien niedosyt.

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.