Bóg i pieniądze
Literacka wprawka? Być może. Ale "Niewinność zagubiona w deszczu" Eduarda Mendozy to też świetnie skrojony, wielowymiarowy melodramat
Diabeł i zakonnica - w tym tandemie zawsze iskrzy. U Mendozy szatańskie moce przybierają postać Augusto Aixeli de Collbató, dziedzica fortuny, który wiedzie wygodne życie w prowincjonalnej rezydencji. Gdy u progu jego domostwa zjawia się młoda i ambitna siostra Consuelo, od razu wiemy, że powabna mniszka musi wpaść w sidła wytrawnego lubieżnika. Nie o cel tu jednak chodzi, lecz o subtelną grę uwodzenia, którą Mendoza prowadzi z mistrzowską precyzją. On ma pieniądze, ona jest w dobrych układach z Najwyższym. Kto kogo przeciągnie na swoją stronę?
W tej powieści (wydanej już u nas niegdyś pod tytułem "Rok potopu") nie znajdziemy Mendozy humorysty i prześmiewcy, jakiego znamy choćby z "Przygody fryzjera damskiego". Tym razem autor "Miasta cudów" powściąga swoją skłonność do literackich ekstrawagancji. A przecież "Niewinność..." w jakimś sensie miała być eksperymentem. "(...) Postanowiłem napisać sztukę. Ograniczał mnie wymóg niewielkiej liczby bohaterów, zredukowałem ją więc do dwóch osób - pary staruszków, którzy spotykają się przypadkiem w przytułku wiele lat po wspólnie przeżytych chwilach namiętności" - napisał autor we wstępie do książki. Zanim rzecz nabrała literackich kształtów, po parze staruszków z przytułku nie było śladu. W zapomnienie poszedł również pomysł ze sztuką teatralną. Powstała hybryda, ni to powieść, ni to rzecz przeznaczona na scenę. Mendoza ostatecznie nazywa ją opowiadaniem.
"Niewinność..." ma jednak sporo cech dramatycznych. Owa krótka forma prozatorska opiera się głównie na dialogach, a kataloński pisarz w dużej mierze trzyma się wymogu jedności czasu i miejsca - centrum wydarzeń stanowi wieś w katalońskich górach. Mamy lata 50., niedawno skończyła się wojna, w Hiszpanii rządzi generał Franco. Czasy są niespokojne - w górach grasują rozbójnicy, Katalonię zaś pustoszy fala straszliwych powodzi. Dla energicznej przeoryszy Augusto jest jedynym ratunkiem, bez jego wsparcia podupadający szpital popadnie w ostateczną ruinę. Ale czy o poprawę bytu pacjentów wyłącznie tu chodzi? Z ciekawością obserwujemy, jak zażarte dyskusje dwojga bohaterów o planach i kosztorysach przeradzają się w osobliwy flirt. Eduardo Mendoza twierdzi, że znał zakończenie, już zaczynając pisać książkę. My go nie znamy i z niemałą przyjemnością wyczekujemy, co będzie dalej. Autor "Roku potopu" celowo gra popularnymi konwencjami. Jest tu nieco z kryminału, komedii, powieści obyczajowej. Przede wszystkim jednak "Niewinność..." to klasyczny melodramat, w którym Mendoza doskonale wymierza proporcje - nie jest ani zbyt ckliwie, ani nazbyt cynicznie. I może nowelę Katalończyka dałoby się uznać za literacką wprawkę, gdyby nie to, że "Niewinność..." podskórnie jest opowieścią o samotności i ludzkich słabościach.
@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.026a.001.jpg@RY2@
Eduard Mendoza
@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.026a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu