Jak z animowanej baśni
Akwedukty, piramida i skocznia narciarska - a wszystko na Mazurach
Trójkąt Ełk - Gołdap - Olecko, czyli wschodnia część Mazur, nie cieszy się turystyczną renomą Rucianego-Nidy czy obleganych latem Mikołajek. Jednak atrakcji tutaj nie mniej niż nad Śniardwami lub Mamrami - przyroda ta sama, a do tego więcej przestrzeni, ciszy i nieskażonego powietrza.
Wiadukty kolejowe w Stańczykach wyrastają przed oczami przyjezdnych jak akwedukt z animowanej baśni. Prowadzą znikąd donikąd. Linię kolejową zbudowano tu przed samą wojną i długo ludziom nie służyła - rozebrali ją i wywieźli do ojczyzny sowieccy zwycięzcy. Pozostały po niej te dwa wysokie mosty łączące zdziczałe leśne pagóry.
Od tych pagórków nazywają ową krainę Mazurami Garbatymi. To chyba najbardziej malownicza, choć najrzadziej odwiedzana część Mazur.
Niedaleko, w Rapie, trafiamy na piramidę. To prawdziwa piramida, choć nie tak wielka jak te w egipskiej Gizie i nie tak stara jak one: ma zaledwie dwieście lat. Zbudował ją miejscowy szlachcic o kojarzącym się z termometrem nazwisku Fahrenheit. Tak jak egipskie piramida z Rapy także jest grobowcem. Jako pierwsza spoczęła w nim trzyletnia córeczka właścicieli majątku. Niektórzy sądzą, że budowniczy piramidy chciał w ten sposób zapewnić dziecku nieśmiertelność.
Miasta Mazur Garbatych nie słyną z zabytków, ale za to ich okolice oferują inne atrakcje, jak chociażby dwie puszcze: Borecką i Romincką (większa część tej ostatniej leży już na terenie Rosji). Zresztą rzut stąd beretem do Puszczy Augustowskiej i Bagien Biebrzańskich. Na Pięknej Górze pod Gołdapią zbudowano skocznię narciarską - to chyba najbardziej na północ położona skocznia w Polsce. Latem również warto się wybrać na jej wierzchołek, by obejrzeć panoramę okolicy. Widać stąd wzgórza po rosyjskiej stronie, w obwodzie kaliningradzkim, a przy dobrej pogodzie można wypatrzyć kawałek Litwy.
Takich panoramicznych widoków jest tutaj więcej. Mimo pięknego krajobrazu trójkąta Ełk - Gołdap - Olecko Polska przez pierwsze pół wieku swojej obecności na Ziemiach Zachodnich nie inwestowała w te tereny, które przez dłuższy czas pozostawały "dzikim wschodem" Warmii i Mazur. Jak w Bieszczadach dłużej niż gdzie indziej przetrwali tutaj partyzanci, wszelakiej maści uciekinierzy i przemytnicy. Coś z tego klimatu zachowało się do dziś. I dzika lub wilka łatwiej tu spotkać niż pod Olsztynem.
Położone za Puszczą Romincką Wiżajny leżą już na Suwalszczyźnie. Warto założyć tam sobie letnią bazę w którymś z gospodarstw agroturystycznych, by robić stamtąd rowerowe wycieczki na Litwę, wzdłuż malowniczych brzegów Jeziora Wisztynieckiego. Mijając kilka rzadko rozrzuconych wiosek, dojedziemy tak do miasteczka Wisztyniec - trzeba pytać o drogę, miejscowi nas zrozumieją. Mimo otwartej granicy liczyć się musimy z niechybną kontrolą przeprowadzaną przez litewskich pograniczników - przez te odludne miejsca przebiega szlak przemytniczy ze wschodu. Jednak sprawdziwszy papiery, Litwini puszczą nas dalej, salutując i życząc dobrej drogi.
@RY1@i02/2011/126/i02.2011.126.196.007a.001.jpg@RY2@
Olecko
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu