Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nocne czuwanie Pata

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Na nowej płycie Pat Metheny zagrał sam, i to nie swoje numery. To historyczny moment jego kariery. Zdradził nam dlaczego

Pat Metheny: Absolutnie nie. Solowa płyta "What''s It All About" powstała niemal samoistnie, nie planowałem jej. To dla mnie teoretycznie nowość, bo ponad 30 lat na płytach i scenach występuję z kimś, ale to mój nie pierwszy solowy projekt. Zeszły rok spędziłem sam na trasie "Orchestrion". Po zakończeniu byłem wykończony, ale jednocześnie zobaczyłem, jak ciekawym doświadczeniem może być gra solo.

Kiedy ćwiczę albo rozgrzewam się przed koncertem, gram piosenki z czasów mojego dzieciństwa. Wiele razy słyszałem pytanie: dlaczego ich nie nagram? W końcu zarejestrowałem jedną, drugą i w ten sposób szybko powstał zarys płyty. Z kolei idea wykorzystania gitary barytonowej pojawiła się już przy płycie "One Quiet Night". Na "What''s It All About" tylko ją rozwinąłem. Konstruktorka instrumentów Linda Manzer zrobiła dla mnie specjalną gitarę Pikasso, do barytonowej dokładając dodatkowe 36 strun.

Tak, większość materiału. Mam kilkuletnie dzieci i gdybym nagrywał w dzień, to numery powinny mieć tytuły takie jak "The Sound of Screaming".

Najpierw była "Thats the Way Ive Always Heard It Should Be" Carly Simon. To raczej mało znana w Europie artystka. W Stanach za to była popularna, w okresie kiedy tworzyli James Taylor (Carla była jego żoną) czy Joni Mitchell była gwiazdą. Jako ostatnią nagrałem chyba "And I Love Her" Beatlesów. Kiedy zorientowałem się, że mam niemal całą płytę, a wypełniają ją numery z lat 60. i 70. i nie ma wśród nich Beatlesów, sięgnąłem po "And I Love Her", bo wykonywałem ją już wcześniej podczas niektórych koncertów.

Na pewno nie interesuje mnie dokładne odwzorowywanie oryginałów, bo jaki by był wtedy tego sens? Chciałem je przefiltrować przez moje dotychczasowe muzyczne doświadczenia. Z niektórymi żyję niemal od początku, wiele ze mną przeszły, więc automatycznie je podciągam pod swoje przeżycia.

Utwory, które nagrałem, powstały w czasie, kiedy najważniejsza w kompozycjach była harmonia. Solidnie pracowano też nad melodiami. W połowie lat 70. autorzy porzucili taki sposób myślenia. Teraz utwory są raczej krótkie i powtarzalne - na zasadzie "kopiuj wklej". Liczy się chwytliwy bit.

Był dla mnie bardzo ważny, ale największy wpływ mieli na mnie muzycy z rodzinnego Kansas City, z którymi miałem okazję grać w wieku kilkunastu lat. Później do Davisa jako moi idole dołączyli Bill Evans, Gary Burton, Keith Jarrett, Jonny Henderson, mogę tak wymieniać bez końca. Miałem wielkie szczęście pracować z najlepszymi w różnych gatunkach i to oni otwierali mi oczy na muzykę.

Słowa "sprzedaż" i "komercja" nic dla mnie nie znaczą. Liczy się szczerość.

"What''s It All About" może być wyjątkowym przypadkiem w karierze Pata Metheny''ego. Nie zdziwiłbym się, gdyby nie trafiła na szczyty list przebojów - przynajmniej w Polsce. To inna muzyczna bajka niż to, co pokazał na płytach Pata z Anną Marią Jopek albo Pat Metheny Group.

Na "What''s It All About" znalazło się dziesięć coverów piosenek ważnych dla muzyka. Szkopuł polega na tym, że zagrał je sam w studio na gitarze barytonowej i specjalnie dla niego zaprojektowanej 42-strunowej gitarze Pikasso. Numery w wielu momentach nie przypominają oryginałów. To wielka siła ascetycznych interpretacji Pata Metheny''ego. Zrobił z nich swoje piosenki. Niełatwe w odbiorze, ale w pełni oddające klasę Pata jako gitarzysty.

@RY1@i02/2011/126/i02.2011.126.196.025a.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.