Przystań buntownika
Jack Kerouac uważał "Big Sur" za swoje najwybitniejsze pisarskie osiągnięcie. I chyba miał rację
Zanim narodził się rock’n’roll, był jazz. Zanim do rewolucji obyczajowej zabrała się kontrkultura hipisów, byli bitnicy. Mówi się, że bez świętej trójcy anarchistów - Allena Ginsberga, Williama S. Burroughsa i Jacka Kerouaca - nie byłoby "Lęku i odrazy w Las Vegas" Huntera S. Thompsona, nie byłoby tekstów Boba Dylana, a nawet legendy Jima Morrisona. Gdy w latach 50. po Paryżu w czarnych swetrach snuli się egzystencjaliści, po drugiej stronie Atlantyku do głosu doszła generacja programowych niechlujów i abnegatów mających w pogardzie wszystkich mieszczuchów, kaznodziejów i konserwatystów. Bitnicy, którzy mieli zbudować fundamenty pod późniejszy ruch hipisowski, pragnęli żyć szybko i umierać młodo. Manifestując niechęć wobec znienawidzonego konsumpcjonizmu, szokowali i łamali konwencje, pochłaniali hektolitry alkoholu. I tworzyli wybitną literaturę.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.