Przystań buntownika
Jack Kerouac uważał "Big Sur" za swoje najwybitniejsze pisarskie osiągnięcie. I chyba miał rację
Zanim narodził się rock’n’roll, był jazz. Zanim do rewolucji obyczajowej zabrała się kontrkultura hipisów, byli bitnicy. Mówi się, że bez świętej trójcy anarchistów - Allena Ginsberga, Williama S. Burroughsa i Jacka Kerouaca - nie byłoby "Lęku i odrazy w Las Vegas" Huntera S. Thompsona, nie byłoby tekstów Boba Dylana, a nawet legendy Jima Morrisona. Gdy w latach 50. po Paryżu w czarnych swetrach snuli się egzystencjaliści, po drugiej stronie Atlantyku do głosu doszła generacja programowych niechlujów i abnegatów mających w pogardzie wszystkich mieszczuchów, kaznodziejów i konserwatystów. Bitnicy, którzy mieli zbudować fundamenty pod późniejszy ruch hipisowski, pragnęli żyć szybko i umierać młodo. Manifestując niechęć wobec znienawidzonego konsumpcjonizmu, szokowali i łamali konwencje, pochłaniali hektolitry alkoholu. I tworzyli wybitną literaturę.
"To nie pisanie, to zwykłe walenie w maszynę do pisania" - powiedział kiedyś o prozie Jacka Kerouaca Truman Capote. Wypowiedź autora z "Zimną krwią" o jednym z bardziej znaczących pisarzy amerykańskich drugiej dekady ubiegłego wieku dziś przytacza się w charakterze anegdoty. Trudno przecenić wpływ Kerouaca na kulturę amerykańską, także tę w wersji pop. Ale rola buntowników bywa niewdzięczna. Z biegiem lat ich głos słabnie, a bunt traci siłę wyrazu. Łatwo wyobrazić sobie możliwe przerażenie Kerouaca na wieść, że po półwieczu od powstania legendarnej powieści manifestu "W drodze" jeden z domów aukcyjnych wyceni rękopis książki na ponad milion dolarów. Można by uznać, że do historii bitników życie dopisało ironiczną puentę, gdyby nie to, że proza Kerouaca wciąż się broni.
"W drodze" było biblią generacji bitników i najgłośniejszą powieścią Kanadyjczyka. Sam Kerouac za najdoskonalsze i najdojrzalsze dzieło w swoim dorobku uważał "Big Sur". "Mój styl zmieniał się: »Railroad Earth« to eksperymentalne speed-writing, »Tristessa« była mistyczna, naładowana drzazgami, »Podziemni" to echo konfesyjnego szaleństwa »Notatek z podziemia« Dostojewskiego. »Big Sur« jest ich doprowadzonym do perfekcji połączeniem" - twierdził. Rzeczywiście, powieść wydana zaledwie pięć lat po "W drodze" nie jest już manifestem wolności, w mniejszym stopniu zdaje się też literackim eksperymentem - to raczej przejmujący głos rozpaczy. Jack Duluoz, alter ego autora, nadal jest nomadą i włóczęgą, którego życie to ciągła podróż i ucieczki w alkohol, prochy i seks. Ale Jack to już pisarz, który osiągnął popularność, dobrze znający gorzki smak sławy. Tytułowe Big Sur ma być schronieniem, przystanią, której desperacko poszukuje bohater. Duluoz to wciąż ów nieszczęsny romantyk i zaciekły buntownik, który wypowiada wojnę światu. Ale też dekadent cierpiący na głębokie poczucie niemocy - każda strona powieści pełna jest bowiem szczególnej melancholii. Brzmi banalnie? Znajdźcie mi innego pisarza, który równie mocno, równie sugestywnie opisze stan alkoholowego delirium. W tym względzie Kerouac to mistrz.
@RY1@i02/2011/126/i02.2011.126.196.026a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/126/i02.2011.126.196.026a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu